Śmierć Milewicza

polski udział w konflikcie zbrojnym w Iraku
  -TMOVE_BUTT AMOVE_BUTT SMOVE_BUTT
Jacek A. Rossakiewicz
local
Posty: 295
Rejestracja: wt lip 29, 2003 1:10 pm
Lokalizacja: Warszawa

Śmierć Milewicza

Post autor: Jacek A. Rossakiewicz » pt maja 07, 2004 2:54 pm

Waldemar Milewicz, jeden z najlepszych i najbardziej dociekliwych polskich dziennikarzy, pojechał do Iraku, aby dowiedzieć się, kto dokonuje zamachów na polskich żołnierzy – tak określił swoją misję, cel podróży, przed wyjazdem. Wkrótce po przyjeździe do Iraku, trzydzieści kilometrów od Bagdadu, samochód, którym jechał wraz z dwoma kolegami dziennikarzami Mounirem Bouamrane (nazywanym w Polsce przez kolegów Mundi) oraz operatorem Jerzym Ernstem, został zaatakowany przez nieznanych sprawców. Według świadectwa operatora, który został ranny, ale przeżył atak, całe zajście trwało 3-4 minuty. W tym czasie oddano cztery serie z karabinu maszynowego do polskich dziennikarzy, zabijając Milewicza i Mounira Bouamrane oraz raniąc Jerzego Ernsta. Kierowcy samochodu nic się nie stało.
Ernst stanowczo zaprzeczył informacjom podanym wcześniej przez amerykańskie dowództwo w Iraku, że samochód wjechał na minę. "To nieprawda, tam nie było żadnej miny. (...) Na minę na pewno nie wjechaliśmy" – mówił. "Wyjechaliśmy o godzinie 8.15, może 8.20, sprzed hotelu Palestyna. Poza Badgadem okazało się, że autostrada jest zablokowana przez wojsko, więc kierowca, który wcześniej pracował z innymi stacjami wybrał inną drogę, mówiąc, że jest bezpieczna".

"Ja siedziałem na przednim siedzeniu, Mundi (Mounir Bouamrane) siedział za kierowcą, a Waldek siedział za mną. W pewnym momencie nastąpiła seria strzałów z jakiejś chyba ciężkiej broni i z dosyć bliska, ponieważ było wszystko słychać" - opowiadał Ernst.

"Wszyscy schyliliśmy się, kierowca jakby jechał, ale szyby się sypały i wszystko się sypało. Nie wiem dokładnie, jak to było, w każdym razie po pierwszej serii, która trwała 30,40 sekund, była chwila ciszy, za chwilę była kolejna seria. (...) Ta pierwsza seria była długa, spowodowała, że samochód sam zatrzymał się na środku pobocza" - relacjonował operator.

"Po tej pierwszej serii Mundi zaczął krzyczeć i z kierowcą wyskoczyli z samochodu - ja nie mogłem wyjść, bo mnie było trudno z tą kamerą się wydostać. Spojrzałem na Waldka, który siedział na siedzeniu, był blady" - opowiadał Ernst. Jak powiedział, w chwilę później kierowca podszedł do Milewicza od strony pasażera. "Próbował go wyciągnąć, w tym czasie znowu zaczęli strzelać, a ja rzuciłem się na siedzenie kierowcy razem z kamerą i wtedy zostałem trafiony pod łokciem prawej ręki. Mam przestrzeloną kość i uszkodzony nerw, nie ruszam dwoma palcami. Nie wiem ile to było, bo później znowu zaczęli strzelać" - mówił Jerzy Ernst.

Relacja kierowcy: "Samochód podjechał od tyłu i jego pasażerowie otworzyli ogień do naszego samochodu, zabijając polskiego dziennikarza" - powiedział Kazzaz, który nadal jest w szoku.

"Wtedy zatrzymaliśmy się i ja wysiadłem, razem z dziennikarzem algierskim i polskim kamerzystą. Ale napastnicy zawrócili i na nowo otworzyli ogień. Zabili dziennikarza algierskiego i ranili Polaka" - opowiadał Kazzaz.
Kto zatem strzelał do polskich dziennikarzy? Czy byli to iraccy partyzanci? Nie sądzę. Nie był to przypadkowy atak. Skąd ta zajadłość, powrót napastników i w sumie cztery serie z karabinów. Wygląda to bardziej na zaplanowane zabójstwo na zlecenie niż na atak partyzantów. Komuś zależało na śmierci polskiego dziennikarza, aby zapobiec powstaniu reportażu o sprawcach ataków na żołnierzy w Iraku. Ktoś zlecił to zabójstwo. Ktoś kto wiedział o misji Milewicza – partyzanci iraccy z pewnością o niej nie wiedzieli.

Los dziennikarzy w Iraku jest zastanawiający; ginie ich więcej niż w jakiejkolwiek innej wojnie. W Iraku 9 dziennikarzy (z 25 zabitych) zastrzelili żołnierze amerykańscy, co jest zastanawiającą działalnością "sił pokojowych". W tym wypadku zabito dziennikarza, który sam sobie wyznaczył misję dekonspiracji zamachowców. Zginął, bo siły działające w Iraku i dążące do eskalacji konfliktu, chcą pozostać anonimowe – tak sądzę. I co to są za siły, skoro Amerykanie nie wahali się przed rażącą dezinformacją, zaciemniającą obraz całego zdarzenia i próbującą przedstawić je jako „nieszczęśliwy wypadek z miną”.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] i 0 gości