KU RZETELNEJ EKONOMII

dyskusja teoretyczna tematów finansowo-gospodarczych,
aktualnie dział nieczynny

Moderator: VIOLETTA OKON

  -TMOVE_BUTT AMOVE_BUTT SMOVE_BUTT
Jacek A. Rossakiewicz
local
Posty: 295
Rejestracja: wt lip 29, 2003 1:10 pm
Lokalizacja: Warszawa

KU RZETELNEJ EKONOMII

Post autor: Jacek A. Rossakiewicz » czw gru 16, 2004 1:59 am

KU RZETELNEJ EKONOMII


W podrozdziale tym wrócimy do wątku ekonomicznego, który został już częściowo naszkicowany. Potrzeba zmiany ekonomii nurtowała wielu ludzi i ekonomistów. Ekonomia liberalna nie była jedyną jaka się rozwijała w Europie . Istnienie jednego (domyślnie; liberalnego) przepisu na gospodarkę negowała ekonomiczna szkoła historyczna, która proponowała analizy historyczne oraz aktywną rolę państwa w wytyczaniu kierunków gospodarczego rozwoju. Wśród jej twórców był Fryderyk List (1789-1846) niemiecki ekonomista i polityk gospodarczy, profesor Uniwersytetu w Tybindze.

Ku wspólnocie interesów i wzajemnej pomocy wśród ludzi skłaniała się ekonomiczna szkoła solidaryzmu społecznego. Solidaryzm pomiędzy ludźmi był spostrzegany jako realizacja prawa naturalnego. Według stanowiska Leona Bourgeois (1851–1925): „każdy człowiek rodzi się dłużnikiem społeczeństwa, ponieważ ma udział w korzyściach społecz-nych, które są wynikiem pracy ogółu. Wskutek tego powinien rozpocząć od spłacenia tego długu, przyczyniając się do ubezpieczeń, dobroczynności publicznej i do wszystkich innych danin i świadczeń, które się prawnie oznaczy. Wolność indywidualna i własność prywatna mają pozostać nienaruszone, pod warunkiem wypełnienia powyższych obo-wiązków” . Takie stanowisko (tylko ze zmienionym kierunkiem), w formie: „każdy człowiek ma prawo do dywidendy z kapitału jaki wypracowała cała ludzkość”, stało się później sztandarowym hasłem teoretyków Kredytu Społecznego — ruchu zapoczątkowanego przez szkockiego inżyniera Clifforda Hugha Douglas’a (1879-1952). Szkot sformułował swoją teorię demokracji ekonomicznej na bazie krytyki zasad działania ówczesnego systemu bankowego, kreującego (do dzisiaj) oprocentowany dług jako środek płatniczy .

Dzięki Karolowi Mengerowi (1840-1921), powstała ekonomiczna szkoła psychologiczna głosząca, iż „względy moralne, społeczne, altruistyczne lub jakiekolwiek inne mogą przeważać nad interesem materialnym” Menger uważał, iż „celem ekonomii jest jak najpełniejsze z możliwych zaspokojenie ludzkich potrzeb”. Gunnar Myrdal (1898–1987) szwedzki ekonomista i polityk, profesor uniwersytetu w Sztokholmie — w roku 1974 laureat Nagrody Nobla (wespół z F.A. Heyek’iem) za badania z zakresu teorii pieniądza i współ-zależności pomiędzy czynnikami ekonomicznymi i społecznymi w procesie rozwoju gospodarczego — uważał, że takie podejście może determinować stosunki pomiędzy narodami i doprowadzić do optymalnej współpracy. Wszyscy wspomniani ekonomiści zdawali sobie sprawę z tego, że stosunki ekonomiczne są kształtowane przez człowieka intencjonalnie.

Prawdziwej teoretycznej rewolucji w ekonomii dokonał zupełnie niezależnie Silvio Gesell (1862-1930), przedsiębiorca urodzony w Niemczech, mieszkający w Buenos Aires a później w Szwajcarii. W 1891 r. wydał broszurę , w której stwierdzał, iż „wyzysk ludzkiej pracy nie ma swoich źródeł w prywatnej własności środków produkcji, [tak jak to widział Karol Marks], ale raczej istnieje przede wszystkim w sferze dystrybucji jako rezultat wad w strukturze systemu monetarnego. Podobnie jak grecki filozof Arystoteles, Gesell dostrzegał wewnętrznie sprzeczną dwoistą rolę pieniądza jako środka wymiany ułatwiającego aktywność gospodarczą z jednej strony i narzędzia siły będącego w stanie zdominować rynek z drugiej. Punktem wyjścia dla badań Gesella było następujące pytanie: Jak można przezwyciężyć charakterystyczną cechę pieniądza jako lichwiarskiego narzędzia siły, nie eliminując przy tym jego pozytywnych właściwości jako neutralnego środka wymiany?” Propozycja Gesell’a sprowadzała się nie tylko do eliminacji dodatniego oprocentowania kapitału, ale szła dalej; ku opodatkowaniu przestojów pieniądza. Pieniądz w jego teorii traciłby na wartości z czasem. Byłoby to odzwierciedleniem naturalnego procesu zużywania się dóbr, któremu system tradycyjny — oparty na oprocentowaniu dodatnim — przeczy. „Gesell nawoływał do stworzenia Międzynarodowego Stowarzyszenia Valuta, które emitowałoby i zarządzało neutralną międzynarodową jednostką monetarną swobodnie wymienialną na narodowe jednostki monetarne państw członkowskich, działającego w sposób umożliwiający ustanowienie sprawiedliwych międzynarodowych stosunków gospodarczych na podstawie globalnego wolnego handlu” . [Oba cytaty według: Werner Onken, Gospodarka rynkowa bez kapitalizmu. Więcej o Silvio Gesell’u: http://userpage.fu-berlin.de/~roehrigw/polski/onken/].

Myśl Gesell’a wybiegała w daleką przyszłość i do dzisiaj jest ważnym źródłem inspiracji dla reformatorów. Współcześnie jego koncepcje także były doceniane. Pozytywnie do idei Gesell’a podchodzili wybitni ekonomiści; Irving Fisher oraz John Maynard Keynes. Teorie Gesell’a zastosowane w praktyce sprawdzały się. Tak stało się w niemieckim mieście Schwanenkirchen oraz w austriackim Woergl, gdzie emisja opodatkowanego pieniądza, który tracił na wartości z czasem, (oprocentowanie ujemne: 1% miesięcznie) spowodowała wielokrotne przyspieszenie obrotu, co doprowadziło szybko do likwidacji bezrobocia. Jednak eksperymenty te równie szybko zostały zakazane przez ówczesne władze. Zwolennicy lichwiarskiego systemu bronili swojego monopolu na emisję pieniądza, który pomnażał zyski właścicieli kapitału dzięki oprocentowaniu dodatniemu.

Alternatywną do liberalizmu teorią ekonomiczną, która zdobyła powszechne znaczenie, była koncepcja interwencjonizmu państwowego. W obliczu wielkiego kryzysu gospodarczego krytyka liberalizmu nasiliła się. Człowiekiem, którego teorie zdobyły w owym czasie największy rozgłos, był Anglik, John Maynard Keynes (1883-1946). W 1936 roku Keynes wydał swoje podstawowe dzieło: Ogólną teorię zatrudnienia, procentu i pieniądza. W dziele tym opisał jak porzucił swoje dotychczasowe liberalne poglądy ekonomiczne oraz sformułował nowe zasady ekonomii wykorzystując — w pewnym zakresie — dorobek przedstawicieli wielu kierunków alternatywnych, włącznie z myślą Silvio Gesell’a. Keynes pisał:

Jeśli ekonomia ortodoksyjna jest na fałszywej drodze, to błędów trzeba szukać w niedostatecznej jasności i ogólności jej przesłanek, a nie w nadbudowie, która została wzniesiona z wielką dbałością o poprawność logiczną.

Opracowanie tej książki było dla mnie długą walką o wyzwolenie się z utartych sposobów myślenia i wyrażania. Czytanie jej musi być podobną walką dla większości czytelników, jeżeli atak autora ma być uwieńczony powodzeniem. Przedstawione tutaj tak mozolnie poglądy są niezmiernie proste i powinny być oczywiste. Trudność polega nie na nowości idei, ale na tym, żeby się wyzwolić od starych poglądów, które są głęboko zakorzenione w każdym, kto otrzymał takie wychowanie jak większość z nas.


Postawa Keynesa była słuszna; odrzucenie ideologii liberalnej jest warunkiem zrozumienia procesów ekonomicznych. Akceptacja liberalnej ekonomii powoduje że badacz porusza się w świecie intelektualnej fikcji, bez kontaktu z rzeczywistością. Nadbudowywanie „wiedzy”, choćby w sposób najbardziej logiczny, na wadliwym fundamencie nie prowadzi do poznania — powoduje ugrzęźnięcie w oderwanych od rzeczywistości teoriach, które jako pozór nauki legitymizują liberalizm.

Kluczem do zmiany poglądów przez Keynesa była sprawa popytu efektywnego . Angielski ekonomista zapoznał się z polemiką Thomasa Malthus’a z Dawidem Ricardo. Malthus interesował się popytem efektywnym ze względu na powiązanie swojej teorii ludnościowej z rozmiarami produkcji i konsumpcji. Próbował wykazać za pomocą „kilku matematycznych łamigłówek” , że przyrost ludności niebezpiecznie wyprzedza możliwy przyrost produkcji żywności. Malthus poruszył tutaj problem związku pomiędzy wielkością produkcji a wielkością dochodów. Zakładał, że w miarę wzrostu gospodarczego efektywny, całościowy popyt będzie tak wielki, iż przekroczy podaż żywności. W rzeczywistości było zupełnie inaczej, wzrost produkcji był szybszy niż wzrost liczby ludności. Nadwyżka produkcji umożliwiała wzrost społeczeństwu. Producenci żywności mogli bez kosztów zwiększyć produkcję o 25 %, (o czym wiedział Ricardo), ale nie robili tego, bowiem mieli kłopoty ze sprzedażą towaru, (z powodu niedoboru pieniądza we wspólnocie). Aby zapobiec rozwojowi świadomości ekonomicznej i nie popadać w sprzeczność z fałszywą teorią głoszącą, iż „podaż sama stwarza dla siebie popyt”, postanowiono wyciszyć polemikę wokół popytu efektywnego. Kwestia ta jednak zaistniała w teorii ekonomii i Keynes ją wychwycił:

U podstaw systemu Ricarda, na którym przez ponad wiek opierała się teoria ekonomi, tkwiła myśl, że problem funkcji łącznego popytu można z powodzeniem pominąć. Na próżno Malthus energicznie sprzeciwił się twierdzeniu Ricarda, że popyt efektywny nie może być za mały. Nie będąc w stanie (poza odwołaniem się do faktów znanych z życia codziennego) objaśnić z dostateczną precyzją, w jaki sposób i dlaczego popyt efektywny bywa za mały lub za duży, nie zdołał on stworzyć konstrukcji myślowej, która by mogła zastąpić doktrynę Ricarda. Ricardo opanował tedy Anglię tak niepodzielnie, jak Święta Inkwizycja Hiszpanię. Nie tylko teoria jego została uznana przez City, mężów stanu i świat naukowy, lecz również — co więcej — zamilkły wszelkie spory na ten temat. Problem przestał być przedmiotem dyskusji — po prostu znikł bez śladu. Wielka zagadka popytu efektywnego, którą usiłował rozwiązać Malthus, znikła z kart literatury ekonomicznej. Nie ma o niej żadnej wzmianki we wszystkich dziełach Marshalla, Edgewortha i Pigon, w których to dziełach teoria klasyczna otrzymała najdoskonalszą postać. Problem ten miał istnieć tylko w ukryciu, w podziemnym świecie Karola Marksa, Silvio Gesella i majora C. H. Douglasa .

John M. Keynes dziwił się i pisał:

Jest coś dziwnego i tajemniczego w tym, że zwycięstwo Ricarda było tak przytłaczające. Teoria jego miała widocznie liczne i różnorakie walory dla środowiska, do którego dotarła — to, że wypływały z niej wnioski odmienne od sądów zwykłych śmiertelników, przysparzało jej — jak sądzę — powagi naukowej, natomiast to, że jej praktyczne zalecenia były twarde i często przykre, zdobiło ją cnotą. To, że można było na niej oprzeć rozległą a zwartą konstrukcję logiczną, dodawało jej uroku. To, że przedstawiała krzywdy społeczne i jawne okrucieństwo jako nieuniknione epizody na drodze postępu, a wszelkie usiłowanie zmiany tego stanu rzeczy jako raczej szkodliwe niż pożyteczne, zjednywało jej względy władz. A to, że uspra-wiedliwiała swobodę działania każdego poszczególnego kapitalisty, zapewniało jej poparcie panującej klasy społecznej stojącej za władzami .
Lecz chociaż do niedawna ortodoksyjni ekonomiści nie podawali w wątpliwość samej doktryny, to jednak z biegiem czasu wskutek jej kompletnej niemocy w prze-widywaniu zjawisk autorytet jej wyznawców poważnie ucierpiał. Po Malthusie zawodowi ekonomiści mało się przejmowali niezgodnością swojej teorii z obserwowalnymi faktami. Nie wymykało się to jednak uwadze ogółu, który przeto coraz mniej był skłonny przyznawać ekonomistom tę dozę szacunku, jaką darzy uczonych z innych gałęzi wiedzy, których teorie znajdują potwierdzenie w faktach.


Keynes zaadresował swoje dzieło do swych kolegów ekonomistów, aby to ich w pierwszej kolejności przekonać do swoich poglądów i aby tym samym zlikwidować rozbieżność poglądów na temat wartości teorii klasycznej. Rozbieżności te — jak pisał Keynes — „prawie całkowicie zniweczyły dzisiaj wpływ teorii ekonomii na praktykę i dopóki się ich nie usunie, będą miały nadal te same skutki”.

Postaram się dowieść, że postulaty teorii klasycznej dają się zastosować nie w ogóle, lecz jedynie w przypadku szczególnym, gdyż sytuacja jaką ona zakłada, jest punktem skrajnym spośród wielu możliwych stanów równowagi. Ponadto teoria klasyczna wyposażyła ów przypadek w cechy obce ustrojowi gospodar-czemu, w którym żyjemy, i w rezultacie, gdy usiłujemy skonfrontować ją z faktami wziętymi z doświadczenia, okazuje się ona zwodnicza i zgubna.

Keynes skrytykował bardzo skrupulatnie i dobitnie liberalną koncepcję płacy realnej, zatrudnienia, bezrobocia, a także wspomniane pojęcia podaży i popytu oraz ich wzajemną relację opisaną (od czasu Say’a i Ricardo) jako przekonanie, iż „podaż sama stwarza dla siebie popyt”. Uzasadnieniem tego przekonania były między innymi słowa Johna S. Milla:

Przyjmijmy, że ilość dóbr wytworzonych nie jest większa, niż społeczeństwo rade by było spożyć: czyż w tym przypadku jest możliwe, by istniał niedobór popytu na na wszystkie towary z braku środków zapłaty? Ci którzy tak myślą, nie rozważyli widać, co stanowi środki zapłaty za towary. Są to po prostu towary. Środki zapłaty każdego człowieka za produkty innych ludzi skladają się z tego, co sam posiada. Wszyscy sprzedawcy są nieuniknienie i ex vi termini nabywcami Gdybyśmy mogli podwoić produkcyjne siły kraju, podwoilibyśmy podaż towarów na każdym rynku, lecz tym samym podwoilibyśmy siłę nabywczą. Każdy rozporządza podwójnym popytem i podwójną podażą: każdy byłby w stanie kupić dwa razy tyle, ponieważ każdy posiadałby dwa razy tyle do zaoferowania w wymianie.

Keynes obnaża fałsz twierdzenia jakoby „podaż sama stwarzała dla siebie popyt”. Pisze, iż twierdzenie to może być prawdziwe jedynie przy założeniu wymiany „realnej”; w handlu wymiennym lub w gospodarce naturalnej i towarowej, ale nie pieniężnej. Neguje także przy tej okazji ważne dla liberałów twierdzenie, iż „oszczędność jest źródłem kapitału”. Keynes pisze: „Obecnie doktryny tej nigdy nie formułuje się w tak prymitywnej postaci, niemniej jednak stanowi ona podstawę całej teorii klasycznej, która bez niej nie może się ostać” . Wnioskiem z tej krytyki jest stwierdzenie, iż w teorii klasycznej została pominięta rola pieniądza; „teorii ekonomii brakuje rozdziału o pierwszorzędnej doniosłości” ; „dlatego też postaramy się także wykryć te szczególne cechy, które sprawiają, że pieniądz różni się od innych rzeczy” .

Współcześni ekonomiści orientacji liberalnej chcieliby uratować prawo Say’a, podając jego „właściwą interpretację”, Jednak Keynes krytykując to prawo rozumiał je właściwie. Steven Horowitz, który kryty-kuje keynesistów, opowiadając się za prawem Say’a, siłą rzeczy w końcu powiela te same zarzuty, jakie miał do tego prawa sam Keynes, choć zarzutów tych nie odnosi już do samego prawa Say’a, ale do rozwoju ekonomii w ogóle. Horowitz słusznie pisze: „...gdy już zrozumiemy rolę pieniądza w umożliwieniu zamiany naszych mocy produkcyjnych w popyt na dobra, widzimy, że źródło makroekonomicznej zawodności jest najprawdopodobniej natury monetarnej”

Keynes analizował rolę pieniądza rozpatrując ją w perspektywie wyznaczonej wciąż jeszcze przez teorię klasyczną. Rozpatrywał pieniądz w kontekście analizy skłonności do konsumpcji, definicji krańcowej efektywności kapitału i teorii stopy procentowej. Takie podejście wiązało jego nowatorstwo z tradycją, na której się wychował. Pozwoliło to na efektywne reformowanie zarządzania gospodarką — interwencjonizm państwowy — ale nie zmieniało systemu, który nadal pozostawał kapitalizmem. Skłonność do konsumpcji wiązał Keynes z funkcją łącznego popytu, który z kolej zależał (według niego) głównie od wielkości zatrudnienia, poziomu produkcji i wielkości płac realnych:

Konsumpcja jest — powtórzmy ten komunał — jedynym i ostatecznym celem wszelkiej działalności gospodarczej. Możliwości zatrudnienia są siłą rzeczy ograniczone przez rozmiary łącznego popytu. Żródłem łącznego popytu może być jedynie obecna konsumpcja lub obecne starania w celu zapewnienia sobie konsumpcji w przyszłości. Konsumpcji, którą z korzyścią możemy sobie z góry zapewnić, nie można bez końca odkładać na przyszłość. Społeczeństwo jako całość nie może zapewniać sobie przyszłej konsumpcji za pomocą środków finansowych, lecz tylko przez bieżącą produkcję dóbr. Ponieważ przy naszej organizacji społeczeństwa i przedsiębiorstw tworzenie rezerw finansowych na przyszłość jest czynnością odrębną od zaopatrywania się w dobra na przyszłość, tak że pierwsza z tych czynności niekoniecznie pociąga za sobą drugą, przeto ostrożna polityka finansowa może wpływać w kierunku zmniejszenia łącznego popytu oddziałując tym samym ujemnie na dobrobyt, co potwierdzają liczne przykłady .

Wnioskiem jaki Keynes wyciąga z krytyki niedostatecznego finansowania konsumpcji — a więc i produkcji oraz inwestycji, kosztem „dbałości” o kapitał — jest słuszne stwierdzenie, iż „nie docenia się należycie faktu, że kapitał nie jest rzeczą będącą celem samym w sobie, niezależną od konsumpcji” . Ten sam wniosek można odnieść do analizy efektywności kapitału. Nie powinna ona abstrahować od poziomu konsumpcji, czyli od poziomu zaspokojenia ludzkich potrzeb w całym rozpatrywanym społeczeństwie. Zasadnicza część teoretycznej pracy Keynesa zmierzała do powiązania efektywności kapitału z zatrudnieniem, produkcją i konsumpcją. Była to pozytywna teoria efektywności kapitału, który jawił się jako środek uruchamiania ludzkiej inicjatywy, po to aby człowiek mógł zaspokoić swoje potrzeby. Negatywna teoria efektywności kapitału zakłada wprowadzanie braku pieniądza na rynku, po to, aby zmusić ludzi do sztucznego i energochłonnego zabiegania o pieniądz, a tym samym odwrócić ich uwagę od możliwości kreowania satysfakcjonujących warunków życia i pracy. Negatywna teoria efektywności kapitału oraz jej efekt; brak pieniądza we wspólnocie, to narzędzie i efekt działania tendencji trzeciej, która zmusza mężczyzn do walki konkurencyjnej lub do wojny — zamiast do pracy, a kobiety do podejmowania pracy zarobkowej lub do prostytucji (bowiem o pracę jest trudno przy braku pieniądza) — zamiast do macierzyństwa. Tak oto poprzez rzekomy brak pieniądza niszczy się społeczeństwa chrześcijańskie i dokonuje w nich neomaltuzjańskiej depopulacji.

Szczególnie ważne i — jak dzisiaj wiadomo — kluczowe dla losów teorii Keynesa było pozostanie przy stopie procentowej, czyli praktyce dodatniego oprocentowania kapitału. Keynes szukał uzasadnienia dla stopy procentowej wychodząc od jej podstawowego określenia jako „czynnika równoważącego popyt na inwestycje z chęcią oszczędzania. Inwestycje reprezentują tu popyt na środki niezbędne do ich realizacji, a oszczędności podaż tych środków, stopa procentowa zaś to »cena« tych środków, zrównująca popyt z podażą [...] Na tym zostałem wychowany i tego też przez wiele lat uczyłem innych” — pisze Keynes . Ta bardzo „logiczna” choć całkowicie błędna koncepcja przez stulecia była furtką dla lichwy, pojmowanej tutaj jako „cena pieniądza”. Keynes rozumiał, że „koszty oprocentowania [...] wchodzą pośrednio do rachunku kosztów utrzymania” , ale nie wyciągał z tego dosyć oczywistego wniosku, iż oprocentowanie znajdzie swój wyraz także w cenach produktów. „Cena pieniądza” dołożona do kosztu produkcji będzie prostą drogą prowadzić do inflacji: Cena towaru zostanie powiększona o „cenę pieniądza umożliwiającego produkcję”. Odsetki od pożyczki i odsetki od odsetek rosnąc wykładniczo , w szybkim tempie wzbogacą pożyczkodawcę, rujnując w ostatecznym efekcie 80% społeczeństwa . Błąd Keynesa był błędem epoki, w której królował pieniądz kruszcowy i jego bankowy substytut oparty na lichwie. Brak pieniądza kruszcowego był rekompensowany jego wynajmem pod warunkiem opłacenia „stosownej renty” (lichwa) .

Ograniczenie emisji pieniądza (braki lub trudności wydobycia złota) skłaniało Keynes’a do akceptacji stopy procentowej. Chciał jednak nadać stopie procentowej cechę działania racjonalnego, kontrolując jej wysokość. I tak proponował naturalną stopę procentową rozumiejąc pod tym pojęciem równość stopy oszczędności i stopy inwestycji. Kreacja „kapitału” — lichwiarskiego długu (bankowy substytut pieniądza) miałaby pokrywać wydatki na inwestycje, umożliwiając również osiąganie przez inwestorów zaplanowanych zysków . Ponieważ nawet tak rozumiana stopa procentowa może mieć wiele wartości i zależą one od poziomu zatrudnienia, na którym Keynesowi najbardziej zależało, zaproponował pojęcie neutralnej stopy procentowej która odpowiadałaby pełnemu zatrudnieniu — stąd drugą nazwą tego samego pojęcia miała być optymalna stopa procentowa. Keynesowi wydawało się, że w ten sposób złagodzi niekonsekwencje teorii klasycznej a jednocześnie „ulokuje się bezpiecznie w świecie Ricarda” . Wówczas udałoby się mu pogodzić najbardziej rozpowszechnioną teorię z celami gospodarowania, jakie słusznie zakładał. Jednak właściwości stopy procentowej — jakby jej nie nazywać — stoją w sprzeczności z zakładanymi przez Keynesa celami gospodarowania i uniemożliwiają osiągnięcie harmonijnego wzrostu. Patologiczny wzrost wykładniczy — typowy dla oprocentowania — jest odwrotnością naturalnego wzrostu jakościowego. Matematyczna i graficzna analiza rodzajów wzrostu, jakiej dokonała Margrit Kennedy , obnaża absurdalność lichwy: odsetki rosnąc niewspółmiernie szybko do wzrostu produkcji uniemożliwiają satysfakcjonującą konsumpcję i stają się przyczyną upadku pozytywnej roli efektywności kapitału. Lichwa sprawia, że pieniądz poprzez płacenie odsetek jest wycofywany z rynku do banku, pojawia się wówczas niszcząca i demoralizująca „efektywność kapitału”, czyli zabieganie o znikający pieniądz za pomocą coraz bardziej drastycznych środków.

Trzeba także zaznaczyć, że pomnażanie pieniądza za pomocą oprocentowania dostarczało pieniądza najbogatszym. Keynes zdawał sobie z tego sprawę i głosił pochwałę konsumpcji, przecząc wartości oszczędzania. Konsumpcja sprawiała, że pieniądz trafiał do szerokiego społecznego obiegu i w ostatecznym efekcie wzmacniał potencjał produkcyjny najbardziej przedsiębiorczych, którzy osiągali „czysty” zysk ze sprzedaży swoich towarów. W ten sposób konsumpcja jawiła się jako warunek zamożności i bogactwa wspólnoty. Oszczędzanie uniemożliwiało proces takiej redystrybucji dochodu i budowania pomyślności całego społeczeństwa. Dlatego Keynes krytykował twierdzenie jakoby „oszczędność była źródłem kapitału”. Z kolei wynajmowanie pieniądza na procent przez ludzi przedsiębiorczych umożliwiało produkcję, ale nie zapewniało jej zbytu. Cena zawierająca odsetki (w pensjach przecież nie zawarte) powodowała spadek płac realnych, ograniczenie konsumpcji i niedosta-teczny popyt, który hamował rozwój, a w niektórych przypadkach po-wodował nawet upadłość gospodarczego przedsięwzięcia. Wówczas z powodu braku pieniądza (w przypadku stałej produkcji brak ten odpowiadał ilościowo odsetkom) konsumpcja ograniczała produkcję —a nie odwrotnie jak zwykło się sądzić. Keynes pisał o tym właśnie, choć nie był świadomy jak niszczycielską rolę odgrywa w tym procesie oprocentowanie.

Akceptacja stopy procentowej w dziele Keynes’a sprawiła, że interwencjonizm nie wykroczył poza ramy kapitalizmu, modyfikując go tylko nieco. Keynes nie znalazł sposobu na ominięcie oprocentowania. Taka możliwość zrodziła się wraz z demonetyzacją złota, ale to stało się dopiero w 1976 roku po decyzji MFW, czterdzieści lat po ogłoszeniu teorii angielskiego ekonomisty i trzydzieści lat po jego śmierci.

Pomimo braku systemowego rozwiązania Keynes inspirowany historią myśli ekonomicznej, propozycjami Gesell’a i Douglas’a oraz innych współczesnych mu myślicieli rozważał możliwość i pożytki płynące z ograniczenia lub wręcz likwidacji oprocentowania i wykreowania obfitości kapitału. Brak pieniądza na rynku lub oddanie się w niewolę oprocentowaniu i odsetkom uniemożliwia optymalne funkcjonowanie gospodarki.

„Procent nie wynagradza dzisiaj żadnego istotnego poświęcenia, tak samo jak renta gruntowa. Właściciel kapitału otrzymuje procent dlatego, że ilość kapitału jest niedostateczna, tak samo jak właściciel ziemi otrzymuje rentę dlatego, że ilość ziemi jest niedostateczna. Ale, podczas gdy mogą istnieć naturalne powody niedostatecznej ilości ziemi, to nie ma żadnych naturalnych powodów, aby występował niedostatek kapitału. [...]

Z tego powodu uważam rentierski kapitalizm za fazę przejściową, która zniknie po spełnieniu swojego zadania. [...]

Można by zatem w praktyce dążyć (a nie ma w tym nic niemożliwego do osiagnięcia) do takiego zwiększenia masy kapitału, aby jego ilość przestała być niedostateczna, tak że inwestor nie zatrudniony w produkcji nie będzie już otrzymywał żadnej premii .

Tak pisał John Maynard Keynes w roku 1935. Jednak podział ludzkości na tych, którzy mają zerowy (lub niewysoki) stan kont i tych, którzy mają konta wysokie, pogłębia się, a rentier powiększa bezpiecznie swoje zyski. Dzieje się tak, bowiem ci, którzy mają zerowy stan kont są nieustannie zajęci tym, aby związać koniec z końcem, czyli utrzymać się przy życiu w warunkach, w których normalne gospodarowanie jest często nieopłacalne. A ci, którzy mają wysoki stan kont, fundują sobie zyski z substytutu pieniądza, który jest oprocentowanym długiem dla większości i korzystając z powszechnej ignorancji ludzi w zakresie finansów, mają czas na utrwalanie tego systemu

Silvio Gesell nie ulegał zdrowemu optymizmowi, jaki jest zawarty w teorii Keynes’a. Patrzył realistycznie i już w 1918 roku przepowiedział wybuch II wojny światowej, uzasadniając taką możliwość właśnie zachodzącymi procesami ekonomicznymi; zastojem gospodarczym wynikającym ze stosowania oprocentowania. Warto zacytować niezależnego, niemieckiego ekonomistę:

Mimo świętych obietnic narodów wyeliminowania wojny po wsze czasy, mimo wołań milionów: „Nigdy więcej wojny”, wbrew wszystkim nadziejom na lepszą przyszłość powinienem powiedzieć; jeżeli dzisiejszy system pieniężny, ekonomia odsetkowa zachowa się, wtedy ośmielam się stwierdzać już dzisiaj, że nie minie i 25 lat, jak staniemy przed nową, jeszcze straszliwszą wojną. Jasno widzę rozwój najbliższej przyszłości. Obecny stan techniki szybko przyśpiesza ekonomię do największej produktywności. Będzie szybko gromadzić się kapitał mimo wielkich strat wojennych i będzie wymuszał odsetki do wielkiej podaży. Pieniądze będą wtedy „parkować”. Obszar gospodarczy skurczy się i wielkie armie bezrobotnych staną na ulicy. Na wielu słupach granicznych znajdą się tablice z napisem: „Poszukującym pracy wstęp do tego państwa wzbroniony. Mile są widziane obiboki z grubymi portfelami”. Tak samo jak w czasach starożytnych pojawią się tendencje do podboju terenów i dlatego znów będą produkowane armaty. Wtedy przynajmniej będzie praca dla bezrobotnych. W niezadowolonych tłumach pojawią się niebezpieczne tendencje wywrotowe a trujący chwast supernacjonalizmu bujnie się rozrośnie. Żaden kraj nie będzie rozumiał drugiego i w końcu znowu może nastać wojna .

Ta diagnoza i znane nam jej historyczne konsekwencje najlepiej ukazują korzyści jakie społeczeństwo może wynieść z likwidacji lichwy. Korzyści byłyby tak wielkie, że opłacałoby się nawet rekompensować lichwiarzom stratę dochodów specjalnymi „zasiłkami”, tak aby „eutanazja rentiera” , o której pisał Keynes, odbyła się bezboleśnie.

Należałoby mieć nadzieję, że idee obecne w Europie już niemal od stu lat, w końcu przebiją się do ludzkiej świadomości, a szczególnie do świadomości młodych ludzi, którzy ponoszą osobiste; psychiczne i materialne koszty bezrobocia w największym stopniu. Ich potencjalna praca nie wytrzymuje konkurencji z oprocentowaniem kont szczęśliwych posiadaczy kapitału, zatem najczęściej w ogóle nie dochodzi do faktu zatrudnienia.

Wbrew nadziejom Keynesa kapitalizm nadal skutecznie służy głównie jednej, nielicznej i zmniejszającej się grupie społecznej, Powszechna emisja odsetek od kapitału i oprocentowanych długów prowadzi do stagnacji gospodarczej, do zubażania większości obywateli i ma skutki depopulacyjne. Na dodatek wraz z odsetkami rośnie u posiadaczy kapitału motywacja do utrzymania takiego stanu rzeczy. Potrafią oni zwiększać bez żadnego powodu poziom oprocentowania, kiedy społeczeństwo nie potrafi się obronić przed taką praktyką. Wbrew optymistycznym założeniom Keynesa, zmierzają oni także, raczej ku likwidacji niewypłacalnych dłużników (bankructwa) niż ku likwidacji oprocentowania lub zadłużenia, będącego dla nich źródłem „niekończących się” zysków.

Warto także przytoczyć argumenty Keynes’a związane z merkantylizmem bowiem rzucają one nowe światło na historię rozwoju myśli ekonomicznej oraz rolę teorii klasycznej.

Pozostaje nam jeszcze do omówienia pewien pokrewny, chociaż drobny problem, z którym od wieków, może od kilku tysięcy lat, w oświeconej opinii publicznej wiązała się pewna doktryna uznawana za oczywistą i nie budząca żadnych wątpliwości. Doktrynę tę szkoła klasyczna odrzuciła jako dziecinadę, niemniej jednak zasługuje ona na rehabilitację i poważanie. Myślę o doktrynie, która głosi, że stopa procentowa nie ustala się sama automatycznie na poziomie odpowiadającym największej korzyści społecznej, ale wskazuje stałą tendencję do zbyt wielkiego wzrostu, wskutek czego mądry rząd stara się ją obniżać za pomocą przepisów prawnych i zwyczajów, a nawet odwoływania się do sankcji norm moralnych.
Przepisy przeciwko lichwie należą do najstarszych zabiegów ekonomicznych, o których mamy przekazy na piśmie .
Wychowano mnie w przeświadczeniu, że postawa średniowiecznego Kościoła w stosunku do stopy procentowej była absurdalna i że subtelne dyskusje, mające na celu odróżnienie przychodu z pożyczek pieniężnych od przychodu z dokonanych inwestycji, były tylko jezuickimi próbami uniknięcia w praktyce konsekwencji niemądrej teorii. Dzisiaj jednak widzę w tych dyskusjach uczciwy wysiłek myślowy, zmierzający do rozdzielenia tego, co klasyczna teoria beznadziejnie pomieszała, mianowicie stopy procentowej i krańcowej efektywności kapitału. Bo dziś wydaje się jasne, że rozważania ówczesnych uczonych szły w kierunku znalezienia jakiejś formuły umożliwiającej utrzymanie wysokiego stopnia krańcowej efektywności kapitału przy równoczesnym obniżeniu stopy procentowej za pomocą ustaw, zwyczajów i norm moralnych .

... w Anglii w latach dwudziestych XVII wieku Gerard Malynes twierdził, podając na to szczegółowe dowody, że „obfitość pieniądza zmniejsza lichwiarskie ceny i procenty” [...] Edward Misselden odpowiadał, że „lekarstwem na lichwę może być obfitość pieniądza” .

Merkantyliści nigdy nie przypuszczali, że istnieje jakaś samoczynna tendencja, dzięki której stopa procentowa ustala się na właściwym poziomie. Przeciwnie, podkreślali oni, że zbyt wysoka stopa procentowa stanowiła główną przeszkodę we wzroście bogactwa. Zdawali sobie nawet sprawę z tego, że stopa procentowa zależy od preferencji płynności oraz od ilości pieniądza. Interesowali się zarówno zmniejszeniem preferencji płynności jak i zwiększeniem ilości pieniądza, a niektórzy z nich twierdzili wyraźnie, że dążą do zwiększenia ilości pieniądza, ponieważ pragną obniżyć stopę procentową .

Jak łatwo merkantyliści odróżniali stopę procentową od krańcowej efektywności kapitału, ilustruje nam poniższy ustęp (wydrukowany w 1621 r.), który Locke cytuje z „Listu do przyjaciela w sprawie lichwy”: „Wysoka stopa procentowa rujnuje handel. Korzyść z procentu jest większa niż zysk z handlu, co sprawia, że bogaci kupcy dają za wygraną i wypożyczają swój kapitał na procent, a mniejsi kupcy bankrutują” .

Merkantyliści wysunęli twierdzenie, że przyczyną bezrobocia jest „obawa przed zakupami” i rzadkość pieniądza, co dwieście lat później klasycy mieli ogłosić za absurd .


Widzimy, że w tradycji myśli ekonomicznej, na długo przed teorią klasyczną, uczeni potrafili powiązać ilość pieniądza z wielkością stopy procentowej. Prawidłowa analiza zależności ekonomicznych szła jednak u merkantylistów w parze z nacjonalizmem: „Merkantyliści nie mieli żadnych złudzeń co do nacjonalistycznego charakteru swojej polityki oraz swojej skłonności do popierania wojen. Mieli oni na celu korzyść narodu i jego siłę w stosunku do zagranicy” . Ekonomiczny konflikt pomiędzy państwami polegał na dążeniu do zapewnienia sobie dodatniego bilansu handlowego. Była to forma konkurencji o kruszcowy pieniądz, którego brakowało i który dawał przewagę w handlu i miał pro-wadzić do dobrobytu i potęgi państwa. Taka treść międzynarodowych stosunków przeradzała się często w działania zbrojne — zamiast handlu stosowano wówczas grabież. Feudalna świecko-religijna dwuwładza nie potrafiła rozwiązać tego międzynarodowego problemu, dlatego padła ofiarą tendencji trzeciej.

Pamiętać należy, iż merkantylizm rozwijał się w państwach chrześcijańskich. Po osłabieniu uniwersalizmu religii przez spory teologiczne świecka strona feudalnej, duchowo-świeckiej dwuwładzy oddalała się coraz bardziej od idei ewangelicznych, zmierzając ku realizacji idei monarchicznej potęgi. Kult bogactwa oraz wojna to kres myśli merkan-tylistycznej. Ostatecznie ich doktryna skapitulowała przed hasłem wolne-go handlu głoszonym przez francuskich fizjokratów i ich ideą naturalnego porządku , ale później ekonomia, tak jak i całe społeczeństwa, padła ofiarą ideologii liberalnej, która ponownie podporządkowała teorię ekonomii zasadzie bogacenia się i „wolności”, rozumiejąc ją jednak głównie jako swobodę wyzysku i dowolnego kształtowania stopy procentowej. Było to zakamuflowane uprzywilejowanie lichwiarzy i bankierów. Z kolei hasło swobodnego handlu międzynarodowego stosowane było (i jest nadal) w celu maksymalizacji własnego zysku ponad granicami państw. Dbałość o dodatni bilans handlowy państwa ustąpiła dbałości o własny zysk najbardziej przedsiębiorczych i bezwzględnych bankierów. Tak oto państwa chrześcijańskie zwaśnione na płaszczyźnie religijnej i świeckiej (politycznej) stały się ofiarą ekonomicznej ideologii i presji reprezentantów tendencji trzeciej.

Teoretykom „ekonomii klasycznej” udało się przede wszystkim zmienić tradycyjne, negatywne wyobrażenie o lichwie w ekonomi. Lichwa już jako stopa procentowa zaczęła być traktowana z szacunkiem jako „cena pieniądza” i „skuteczny sposób walki z inflacją”. Można tu zastosować słowa Keynes’a: „Mimo woli przychodzi tu na myśl analogia między wpływem szkoły klasycznej w teorii ekonomii a wpływem niektórych religii. O wiele dobitniejszym sprawdzianem potęgi jakiejś idei jest bowiem wykorzenienie przez nią wiary w to, co oczywiste, niż wprowadzenie do powszechnie uznawanych pojęć czegoś tajemniczego i dalekiego” . Teoretykom liberalizmu udało się wykorzenić przeświadczenie o patologii lichwy. Keynes do takich „osiągnięć” teorii klasycznej zaliczał także wykorzenienie wiary w istnienie u człowieka naturalnej „obawy przed zakupami”, co łączył z propagowaniem przez teorię klasyczną hasła „wolnego handlu”. Wprowadzeniem absurdalnej nowości było natomiast twierdzenie; iż „nadmierna podaż jest niemożliwa” , innymi słowy; „popyt jest zawsze wystarczający” lub „pieniądza nigdy nie brakuje”. A skoro go nie brakuje, więc nie ma powodu, aby go emitować. Keynes zdawał sobie także sprawę z tego, że nie występuje takie zjawisko jak samoczynne ustalanie się stopy procentowej i poziomu inwestycji na optymalnym poziomie:

Okazuje się bowiem, że my, ekonomiści, winniśmy jesteśmy popełnienia błędu płynącego z zarozumiałości, gdyż potraktowaliśmy jako dziecinadę coś, co od wieków było jednym z głównych zadań praktycznej sztuki rządzenia .

Keynes wycofał się z twierdzeń których kiedyś nauczał. Przejrzał na oczy obserwując wielki kryzys ekonomiczny lat trzydziestych XX wieku. Postanowił sprostować teorię klasyczną analizując wnikliwie jej twierdzenia. Książka Keynes’a nie jest łatwą pozycją dla człowieka nie obeznanego z doktryną klasyczną, bowiem zakłada ona dobrą znajomość tej teorii, natomiast zdrowy rozsądek nie ułatwia zrozumienia doktryny klasycznej — całkowicie nieprzydatnej i obfitującej w anachroniczne pojęcia, które zaciemniają obraz rzeczywistości i fałszują wizerunek gospodarującego człowieka; jego motywacji, zdolności i uzyskiwanych efektów.

Twórcy teorii klasycznej; jedni świadomie (moim zdaniem: Ricardo, Say, J. S. Mill i inni); drudzy bezwiednie (Smith i wielu innych) stworzyli atrakcyjny logicznie, ale generalnie fałszywy obraz ekonomiczny. Fałszerstwo polegało głównie na eliminacji (przemilczeniu) roli pieniądza w gospodarce i zastąpieniu jej ideą regulacji samoczynnej. Przemilczenie to, pozwalało mnożyć środki płatnicze na zasadzie lichwiarskiego długu, (czyli w formie bankowego substytutu), który niszczył później społeczeństwa. Brak świadomości pieniądza ułatwiał wszelkie związane z nim podstępy. Pozwalał na przykład likwidować pieniądz narodowy danej wspólnoty poprzez udzielanie oprocentowanych pożyczek . Innym podstępem znanym z historii było świadome wywoływanie hiperinflacji po to, aby rodzima waluta danego kraju upadła .

Można podziwiać wynalazczość oraz wolę i siłę perswazji teoretyków ekonomicznego liberalizmu, obserwować drogi ich myśli, aby poznać, do czego jest zdolny człowiek pragnący czerpać „brudny” zysk z lichwy, ale nie można ulegać ich teoriom, gdyż służy się wówczas dziełu zniszczenia. Konsekwentnie i bez przeszkód rozwijany ekonomiczny liberalizm „prowadzi do zubożenia społeczeństwa, wyrzucania robotników na bruk, do obniżania płac i szerzenia w życiu gospodarczym tej beznadziejności i prostracji, którą określamy mianem depresji gospodarczej” .

Mówi się dzisiaj czasami o sukcesie liberalizmu i kapitalizmu. Dla mnie nie jest to sukces. Kariera liberalnych bankierów polegała na stworzeniu antidotum na brak pieniądza kruszcowego, co częściowo ułatwiało gospodarowanie. Kredyt udzielany osobom prywatnym z rozwagą i z rozwagą przez nie brany, pozwalał rozwijać i prowadzić działalność gospodarczą, choć cieniem tego generalnie pozytywnego zjawiska, było zmniejszanie się ilości pieniądza na rynku i zastępowanie go długiem, (stąd np. poważne zadłużenie USA — największego na świecie producenta). Natomiast katastrofalne skutki przynosiły długoterminowe pożyczki państwowe; oprocentowane długi udzielane przy zerowym poziomie rezerwy częściowej. Był to po prostu nowo kreowany substytut pieniądza zastępujący emisję pieniądza dla własnego kraju lub stanowiący formę „pomocy finansowej” dla innych państw. Ta „pomoc” była w istocie (i jest nadal) formą uzależniania i wyzysku innych nieostrożnych państw. Spłacone przez te państwa odsetki od zadłużenia już dawno przekroczyły pożyczone sumy, a dług powiększa się nadal zgodnie z zasadą wzrostu wykładniczego. Dzisiaj nie ma żadnego powodu, aby kontynuować dotychczasową politykę finansową i dotychczasowe zachowanie (bez-względność) wobec dłużników. Nadszedł czas na zmianę w ekonomii. Dzisiaj po demonetyzacji złota jest ona już bardzo łatwa do teoretycz-nego wypracowania i uzasadnienia.

Za czasów Keynesa pomysły na emisję pieniądza (oprócz oprocentowania) nie były tak łatwe . Obowiązujący wówczas parytet złota i brak złota sprawiał, że chęć zwiększenia ilości pełnowartościowego pieniądza mogła się jawić jako chęć posiadania „gwiazdki z nieba”:

...ludziom zachciewa się gwiazdki z nieba. Nie można zatrudnić robotników, skoro obiekt pożądania (tj. pieniądz) jest czymś, czego nie można wyprodukować, a na co popyt niełatwo da się zdusić. Nie ma na to innej rady, jak przekonać ogół, że jakiś artykuł, który można wyprodukować, nie jest niczym gorszym od gwiazdki i założyć jego fabrykę (tzn. bank centralny) pod publiczną kontrolą .

Dzisiaj mamy już papierowy banknot bez pokrycia w złocie, mamy także odmaterializowany pieniądz będący jedynie elektroniczną informacją, (możliwie najtańszy w produkcji), mamy banki centralne, mamy nawet gotowe wskazanie co robić! Pozostała niełatwa sprawa wypracowania sposobu prawnej i społecznej kontroli kapitału (banków lub innych emitentów) oraz wprowadzenie takiej społecznej, ugruntowanej w uchwalonym prawie kontroli, w życie.

Ostatni rozdział Ogólnej teorii Keynes’a jest przesłaniem do potomnych a jednocześnie pytaniem o możliwość pozytywnej przemiany.

Dwiema najważniejszymi wadami systemu społeczno-gospodarczego, w którym żyjemy, są: niezdolność do realizowania pełnego zatrudnienia oraz dowolny i niesprawiedliwy podział bogactwa i dochodów .

Jestem pewny, że popyt na kapitał jest ściśle ograniczony w tym znaczeniu, że nie byłoby trudne zwiększenie jego zasobu do takiego punktu, w którym jego krańcowa efektywność spadłaby do bardzo niskiego poziomu. Nie oznacza to, że wówczas używanie dóbr kapitałowych nie będzie prawie nic kosztowało, ale tylko to, że przychód z nich będzie musiał pokrywać niewiele więcej niż ich ubytek wskutek zużycia oraz starzenia się, wraz z marżą na pokrycie ryzyka i opłacenie umiejętności i funkcji kierowniczych przedsiębiorcy. [...]
Otóż chociaż ten stan rzeczy dałby się zupełnie dobrze pogodzić z pewnym stopniem indywidualizmu, byłby jednak równoznaczny z eutanazja rentiera, a wobec tego z zamieraniem kumulującej się tyrańskiej władzy wyzyskiwania przez kapitalistę wartości kapitału polegającego na niedostatku .

Można by również dążyć do wprowadzenia takiego systemu podatków bezpośrednich, który by pozwolił na wprzęgnięcie do służby społeczeństwu, za słusznym wynagrodzeniem, inteligencji, zdolności do podejmowania decyzji oraz umiejętności kierowniczych rozmaitych finansistów, przedsiębiorców i im podobnych [...].
Tylko też doświadczenie może wskazać jak dalece można bezpiecznie zwiększać przeciętną skłonność do konsumpcji nie wyrzekając się celu, jakim jest pozbawienie kapitału w ciągu jednego lub dwu pokoleń, wartości wynikającej z jego niedostatku.

Dla państwa nie jest ważne przejęcie na własność środków produkcji. Jeżeli państwo będzie miało możność wyznaczenia ogólnej ilości środków, jakie się poświęca na zwiększenie aparatu wytwórczego, oraz podstawowej stopy wynagrodzenia jego właścicieli, to dokona wszystkiego co jest potrzebne. Ponadto niezbędne środki wprowadzające uspołecznienie mogą być przedsiębrane stopniowo i bez łamania ogólnych tradycji społeczeństwa .


Keynes w miejsce marksowskiej i marksistowskiej „społecznej” własności środków produkcji proponował społeczną kontrolę kapitału. Takie zwiększenie jego ilości, aby wartość kapitału nie wynikała z jego braku, ale z tego, że jest dostępnym i praktycznym środkiem organizowania produkcji i umożliwienia konsumpcji. Stopniowe zwiększanie ilości kapitału obniżałoby jego „cenę”, czyli stopę procentową, nawet do jej likwidacji, czyli do „eutanazji rentiera” (czerpiącego zyski ze swojej rzekomej oszczędności). Pomyślność społeczeństw zależałaby wówczas jedynie od pracowitości, inteligencji, zdolności do podejmowania decyzji oraz umiejętności kierowniczych jego członków. Wysiłek produkcyjny mógłby ulec racjonalizacji, a cele rozwoju społeczeństw zostałyby uwolnione od presji walki o dodatnie saldo bilansu handlowego, jaka się rozgrywa pomiędzy państwami. Dzisiaj walka ta wynika z niedostatków kapitału i często z potrzeby zyskania środków kapitałowych na spłatę lichwiarskiego zadłużenia, ale w ludzkiej obyczajowości jest to wciąż spadek po egoizmie narodowym i rasowym, który już raz doprowadził społeczeństwa chrześcijańskie do upadku; klęska merkantylizmu i feudalizmu.

Ogólna teoria... kończy się pytaniami: „Czy realizacja tych [pozytywnych] idei jest złudną nadzieją?” „Czy interesy, którym te idee zaszkodzą, okażą się silniejsze i bardziej oczywiste od tych, którym będą służyć?” Dzisiaj już wiemy jak potoczyła się ówczesna przyszłość i jakie idee zdeterminowały społeczną rzeczywistość. Debata nad nowym kształtem ekonomii i gospodarki oraz rodząca się z niej praktyka, zostały przerwane przez II wojnę światową (kolejną zawieruchę, jaką już w roku 1918 przepowiedział Silvio Gesell ). Powojenny system finansowy został ukształtowany na konferencji w Bretton Wood w lipcu 1944 roku. Keynes reprezentujący na konferencji Wielką Brytanię przegrał, w konfrontacji z dążeniami Amerykanów, ideę powołania nowej międzynarodowej jednostki monetarnej nazwanej przez niego bankor. Zwyciężyła opcja amerykańska. Przyjęto zasadę sztywnych kursów pomiędzy walutami. Kurs był ustalany w oparciu o parytet złota, choć bez zasady wymienialności na kruszec. Jednak w 1947 roku prezydent Truman ogłosił, że Stany Zjednoczone będą wymieniały dolary na złoto na żądanie banków centralnych państw członkowskich MFW. W ten sposób dolar — emitowany przez Fundusz Rezerwy Federalnej (FED); największy prywatny bank emisyjny w USA — wszedł „spontanicznie” w rolę międzynarodowej jednostki rozliczeniowej, chętnie widzianej w bankach i w społeczeństwach. Sztywny kurs dolara z Bretton Wood chronił go przed deprecjacją pomimo wysokich deficytów budżetowych w USA . FED i Amerykanie wylansowali hasło dollar as good as gold i dolary spełniały taką rolę — do czasu.

Na konferencji w Bretton Wood powołano także Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Międzynarodowy Bank Odbudowy i Rozwoju zwany Bankiem Światowym. MFW (IMF) miał dbać o wartość walut i za-pobiegać inflacji. Amerykanie nie dopuścili, aby na czele władz MFW, które ukonstytuowały się w 1946 roku, stanął J. M. Keynes. W obu instytucjach niepodzielnie rządził pieniądz, co zostało zrealizowane poprzez przyjęcie zasady typowej dla spółki akcyjnej; liczba głosów zależała od wysokości finansowego wkładu. Była to pierwsza taka sytuacja w prawie międzynarodowym — dotąd każdemu państwu przysługiwał jeden równoważny głos. Pomimo tego obie organizacje stały się członkami ONZ. Tak oto zamiast społecznej kontroli kapitału, wzrosła kontrola społeczeństw przez kapitał, który po tej wojnie okazał się najsilniejszy, a jego hegemonia wzrasta nieustannie. Największe znaczenie w finansowym świecie zyskał jednak nie MFW ani Bank Światowy, ale prywatny („amerykański”) FED, emitujący dolary według własnego uznania, choć oficjalnie, według niezmiernie skomplikowanych reguł, mających ten fakt zamaskować .

Podział świata na dwa przeciwstawne obozy polityczne także nie sprzyjał atmosferze pokojowej, gospodarczej współpracy. Powstałe po wojnie państwa socjalistyczne nie uczestniczyły w walutowym „porozumieniu państw” co zostało uznane za początek „zimnej wojny”. Idee Keynesa zdominowały życie intelektualne ekonomistów na Zachodzie i determinowały działania wielu rządów, zbiegły się także z dążeniem rządu USA do odbudowy państw europejskich po wojnie, aby przeszkodzić w rozprzestrzenianiu się komunizmu i zlikwidować groźbę nadprodukcji w Stanach poprzez stworzenie rynków zbytu w Europie. Działania te zaowocowały szybkim rozwojem Europy Zachodniej. Jednym ze skutków oddziaływania idei Keynesa była także nacjonalizacja banków; w tym Banku Anglii, w roku 1946 — roku śmierci wielkiego ekonomisty.

II wojna światowa i okres powojennej, żywiołowej odbudowy na długo wstrzymały zainteresowanie ideami Silvio Gesell’a. Zainteresowanie nimi odżyło dopiero w latach 80-tych, kiedy kryzys finansowy wywołany lichwą, (której interwencjonizm państwowy nie zwalczył) i jej produktem: brakiem pieniądza, zaczął ponownie dawać się ludziom we znaki. Podobnie starania teoretyków ekonomicznej demokracji sytuacja powojenna zepchnęła na margines oficjalnej ekonomi, choć C. H. Douglas działał, publikował książki i znajdował zwolenników, między innymi Louisa Even’a, który związał teorię Kredytu Społecznego z postulatami nauki społecznej Kościoła katolickiego. (Ale krytyczne omówienie teorii Kredytu Społecznego to już inny temat).

Jacek A. Rossakiewicz
local
Posty: 295
Rejestracja: wt lip 29, 2003 1:10 pm
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Jacek A. Rossakiewicz » śr lut 15, 2006 12:02 pm

Witam,

Podbiłem ten temat bowiem wiąże się on ściśle z tematem; Po pierwsze właściwa monetyzacja, wokół, którego toczy się polemika na stronie http://muflon.amra.pl/viewtopic.php?t=300

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] i 0 gości