Wartość dolara

dyskusja teoretyczna tematów finansowo-gospodarczych,
aktualnie dział nieczynny

Moderator: VIOLETTA OKON

  -TMOVE_BUTT AMOVE_BUTT SMOVE_BUTT
Bartłomiej

Wartość dolara

Post autor: Bartłomiej » pn gru 27, 2004 10:48 am

Witam

Dolar po raz drugi spadł poniżej poziomu 3 zł... Niegdyś podobnie było z 4.00 i wtedy czytałem pełne niedowierzania komentarze, że z wykresów wynika rychłe 3,60...
Dzis mamy 3.00 i ... gdzie się zatrzymamy? A jakie będa konsekwencje dla gospodarki.. ?

Źle się dzieje.

Pozdrawiam serdecznie
Bartłomiej Juszczyk

--
http://2be.pl - solidny WebHosting, tanie Domeny
Liczą się sprawdzone rozwiązania

Jacek A. Rossakiewicz
local
Posty: 295
Rejestracja: wt lip 29, 2003 1:10 pm
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Jacek A. Rossakiewicz » pn gru 27, 2004 5:26 pm

Kurs dolara czy euro jest kształtowany w Polsce w taki sposób, aby polską gospodarkę uczynić nieopłacalną i niekonkurencyjną wobec gospodarek Europy Zachodniej i Ameryki, a jednocześnie zapewnić europejskim i amerykańskim eksporterom maksymalne zyski z eksportu do Polski ich towarów. Ze względu na postulat braku konkurencyjności kurs dolara lub euro powinien być jak najniższy, pozwala to, bowiem wyeliminować polskich producentów i schładzać gospodarkę. Jednocześnie warto podnieść kurs dolara lub euro, aby maksymalizować zyski unijnych eksporterów. Te dwie tendencje wyznaczają kursy złotówki wobec dolara i euro i opisują zmiany kursu. W obliczu schładzania (a w zasadzie rozpadu) polskiej gospodarki, w obliczu rosnącego bezrobocia, pensje pracowników maleją, powoduje to — oprócz wielu ludzkich nieszczęść — także obniżenie kosztów produkcji i spadek cen, rodzima gospodarka w Polsce zaczyna stawać się opłacalna, więc i konkurencyjna dla importu. Aby zahamować to niekorzystne dla unijnych producentów zjawisko, biurokratycznie obniża się kurs dolara i euro. Wartość złotówki rośnie a polska produkcja znowu jest niekonkurencyjna wobec importu. Taka teoria doskonale (i prawdziwie) tłumaczy wahania kursów, zjawisko mocnej złotówki w zrujnowanej polskiej gospodarce oraz tendencję możliwą do zaobserwowania w Polsce: im słabsza gospodarka tym mocniejsza złotówka, czyli niższy kurs euro i dolara. Na powyższym przykładzie widać także, że to nie rynek, ale cyniczni biurokraci kształtują kursy walut i gospodarkę.

Awatar użytkownika
WF
local
Posty: 73
Rejestracja: śr paź 08, 2003 9:03 am
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: WF » pn gru 27, 2004 9:32 pm

Dolar traci nie tylko do złotówki, więc - choć zgadzam się, że "cyniczni biurokraci kształtują kursy walut i gospodarkę" - to teoria JAR grzeszy ekonomicznym polonocentryzmem. Dolar spada, bo nie dość, że jest walutą pustą (papierem bez pokrycia w kruszcach), to obarczoną tak olbrzymim zadłużeniem, że powoli świat traci złudzenia co do jego siły nabywczej (zwanej popularnie "wartością"). Dolar musi paść, bo musi upaść system fiat currencies i państw opiekuńczych finansowanych przez przyszłe pokolenia. Złotówka trzyma się względnie dobrze wyłącznie dzięki wysokim stopom obligacji itp papierów. Ale w perspektywie kilku-kilkunastu lat oczywiście padnie razem z dolarem i całą resztą tego śmiecia. Chyba że któryś z kacyków wróci do zdrowego pieniądza kruszcowego pod wpływem jakiegoś kaprysu albo olśnienia.
WF

Jacek A. Rossakiewicz
local
Posty: 295
Rejestracja: wt lip 29, 2003 1:10 pm
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Jacek A. Rossakiewicz » wt gru 28, 2004 4:28 pm

"polonocentryzm" ?
Autor tematu pisał o Polsce i kursie dolara do złotówki.
Być może na świecie dolar spada, ale w Polsce złotówka jest nadwartościowa i nie ma powodu, aby obniżać kurs dolara. Raczej odwrotnie, należałoby wyemitować dwa razy tyle złotówek ile znajduje się obecnie w obiegu, (bowiem w Polsce jest średnio 1/3 kwoty pieniędzy na statystycznego obywatela w porównaniu do pozostałych państw UE), a wówczas kurs dolara ustawiłby się w realnej wysokości; np. 8 zł albo 9 zł za dolara. Gospodarowanie w Polsce stałoby sie opłacalne, bezrobocie zostałoby ograniczone lub zlikwidowane, ludzie pospłacaliby swoje zadłużenie i gospodarka zduszona niegdyś wycofaniem pieniędzy, po takim zastrzyku zaczęłaby funkcjonować normalnie.

Co do parytetu złota i złotego pieniądza to on właśnie był przyczyną wiekowych finansowych kłopotów i nie ma się co łudzić, iż powrót do niego cokolwiek by naprawił. Z niedoboru kruszcowego pieniądza zrodził się oprocentowany dług, który dzisiaj niszczy społeczeństwa. Powrót do złota, to powrót do pierwszego stadium choroby. Zainteresowani tym mogą być tylko Ci, którzy boją się wyzdrowienia pacjenta; metaforycznie: nieuczciwi lekarze, dosłownie: bankierzy i lichwiarze.
Dobrze o złotym pieniadzu może myślec tylko ten, kto nie ma świadomości ekonomicznej lub człowiek bardzo zamożny ale i egoistyczny, pragnący zachować bogactwo jedynie dla siebie.

pozdrawiam

Awatar użytkownika
WF
local
Posty: 73
Rejestracja: śr paź 08, 2003 9:03 am
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: WF » wt gru 28, 2004 5:08 pm

"Być może na świecie dolar spada, ale w Polsce złotówka jest nadwartościowa i nie ma powodu, aby obniżać kurs dolara."

Ok. Ciekaw tylko jestem, czy kiedy dolar będzie po 10 zł, nie oskarzysz wrogich sił o głodzenie Polaków, których nie bedzie stać na import np. pieprzu?

"Powrót do złota, to powrót do pierwszego stadium choroby."

To pierwsze stadium choroby było po prostu początkiem handlu z uzyciem środka wymiany. Odwrót od tej "choroby" oznacza więc powrót do barteru, czyli - w dzisiejszych warunkach - handlu opartego o system kartkowy albo nakazowo-rozdzielniczy. I to właśnie otwarcie postuluje JAR. Będzie to niewątpliwe zwycięstwo sprawiedliwości nad zdrowym rozsądkiem, podobne do znanych juz podobnych zwycięstw historycznych.
Tak czy inaczej, nawet jeśli uznać, że kruszec (albo jakikolwiek inny standard) ma swoje wady, trzeba dobrze wykazać, że jego brak ma mniej wad.
WF

Jacek A. Rossakiewicz
local
Posty: 295
Rejestracja: wt lip 29, 2003 1:10 pm
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Jacek A. Rossakiewicz » wt gru 28, 2004 5:52 pm

Trzeba emitować złotówki stopniowo i odbudowywac w ten sposób gospodarke zniszczoną poprzez złodziejską lub fikcyjną prywatyzację (ten drugi przymiotnik okresla likwidację zakupionych zakładów). Rozwój gospodarki to jedyna gwarancja posiadania w przyszłosci pieprzu. Zmniejszanie ilości pieniądza w Polsce nie gwarantuje posiadania dóbr (w tym pieprzu) ale nędzę i niedostatek. Efektem deflacyjnego schładzania gospodarki może byc predzej czy później właśnie krach finansowy i dolar po 20 zł (patrz Agrentyna)

Z pewnościa trudniej jest budowac lub niszczyć, lecz łatwość niszczenia nie powinna być argumentem za jego przeprowadzaniem lub kontynuowaniem.

Co do złota.
Pierwszym sposobem handlu była wymiana na towary powszechnie użyteczne: zboże, woły, owce, skóry, orzechy, metalowe narzędzia.
Zminiaturyzowane metalowe narzędzia, które utraciły już funkcję praktyczną, ale stały sie użytecznym symbolem wartości to pierwsze w dziejach ludzkości prawdziwe pieniądze - powstały w Chinach około X w. p.n.e. Kultura europejska i amerykańska dobrnęła do takiego użytecznego i umownego pieniądza dopiero w XX wieku n.e. po trzydziestu stuleciach i pomimo że o idei takiego pieniądza pisał już Platon i Arystoteles. Na dodatek pieniądz bez złota i jego parytetu pojawił sie u nas bez świadomosci jego istotnej wartości i jego spolecznej natury, jako artefakt działań chciwych lichwiarzy z FED i MFW, pragnących zalegalizować pustą emisję i odsetki. Pusta oznacza tutaj nie brak złota, ale brak pokrycia w produkcji. (Wzrost wykładniczy odsetek zawyczaj przekracza tempo wzrostu produkcji).

Nie dziwię sie więc, że Ty osobiście masz trudności ze zrozumieniem społecznej funkcji pieniądza, do której złoto nie jest potrzebne a wręcz przeszkadza

Problem ze złotem rozpoczął sie wówczas, kiedy jego mała ilość nie wystarczała na pokrycie potrzeb gospodarujących ludzi. Tak zrodziły się oprocentowane pozyczki i długi zamiast normalnej emisji użytecznego społecznie pieniądza, na który jest pokrycie w wszystkich wytworzonych towarach i usługach, jakie ludzie sobie nawzajem świadczą.
Czy tak trudno jest zrozmieć prosty fakt, że pokryciem na pienaidz jest i powinna być suma użytecznych dóbr, a nie jedno a tych dóbr, choćby i bardziej trwałe od innych.
Kult złota to choroba świadomosci ekonomicznej, coś na kształt raka mózgu. Ludzie na nią niestety zapadali, jak na dżumę, trąd czy cholerę. Trzeba się w końcu wyleczyć.

pozdrawiam

Awatar użytkownika
WF
local
Posty: 73
Rejestracja: śr paź 08, 2003 9:03 am
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: WF » wt gru 28, 2004 6:23 pm

Tak tak, znany bardzo poważny argument o tzw. "gold bugs". No rzeczywiście, gdzie brak argumentów, trzeba nazwać adwersarza chorym. Pozostaje zagadka, dlaczego po trzydziestu wiekach od wynalazku miniaturowych siekierek Chiny doszły do wynalazku rikszy i Mao Tse Tunga, a Zachód po stu-dwustu latach handlu i wynalazków z użyciem złota przeszedł od gospodarki naturalnej do ery komputerów i podróży kosmicznych.
Reszta się zgadza.
WF

Andrzej

Wartość dolara

Post autor: Andrzej » wt mar 22, 2005 7:17 pm

"Tak czy inaczej, nawet jeśli uznać, że kruszec (albo jakikolwiek inny standard) ma swoje wady, trzeba dobrze wykazać, że jego brak ma mniej wad."

Pierwsza wada jest to ze nie kazde/y narod/panstwo ten kruszec posiada. Druga jest to ze niezaleznie od standartu moglbys miec klopoty z wymiana swego towaru na "standard" jesli ten z ktorym bedziesz usilowal dokonac wymiany handlowej nie zakceptuje Twego "standardu".

Wartosc pieniadza czyli "stadardu" sprowadza sie zatem do umowy spolecznej dany "standard" akceptujacej. Umowa taka jednoczesnie musi okreslic jednoznacznie tworce "standartu".
Obecni "tfurcy" pieniadza stwarzaja go z niczego jednoczesnie posiadajac na to monopol, prosze teraz zastanowic sie nad tym jak do tego doszlo, dziekuje.

Gość

Post autor: Gość » wt mar 22, 2005 10:20 pm

Pierwsza wada jest to ze nie kazde/y narod/panstwo ten kruszec posiada
Nie jest to wada. Różne narody posiadają różne bogactwa naturalne, jedne mniej, drugie więcej, i jakoś sobie radzą. Ba, włąsnie ten stan rzeczy jest motorem wymiany. Tak samo jest w przypadku złota. Jeśli w jakimś kraju złota nie ma, to się je... kupuje - za węgiel, samochody, skarpetki itd. W Polsce nie było złóż złota, ale był dobry złoty pieniądz, czerwony złoty, równowartość talara bodajże. Możliwe? Możliwe. A było to w XVI w. i następnych, czyli w złotym wieku.
Druga jest to ze niezaleznie od standartu moglbys miec klopoty z wymiana swego towaru na "standard" jesli ten z ktorym bedziesz usilowal dokonac wymiany handlowej nie zakceptuje Twego "standardu".
Proponuję, żebyś zrobił eksperyment: pójdź do sklepu, powiedzmy, w Londynie i spróbuj coś kupić za standard złotego AD. 2005. Obawiam się, że nie przyjmą. A więc problem z przyjmowaniem dotyczy co najmniej w równej mierze pieniądza papierowego. Tak się jednak składa, że przez 3 tysiące lat pieniądz kruszcowy przyjmowano, i to chętnie, bardzo chętnie, zwłaszcza te najlepsze pieniądze: bezanty, grosze, dukaty, floreny, talary, dolary, funty. Wyjątkiem była moneta psuta przez niektórych władców - wymieniana pod przymusem. Tej nie przyjmowano chętnie, ale nie było wyboru, bo grozili siepacze księcia. Tę sytuację opisał Gresham i Kopernik.
Wartosc pieniadza czyli "stadardu" sprowadza sie zatem do umowy spolecznej dany "standard" akceptujacej. Umowa taka jednoczesnie musi okreslic jednoznacznie tworce "standartu".
Trzeba by najpierw wiedzieć, co to znaczy umowa społeczna. Nie do wszystkiego jest potrzebna umowa, a czasem lepiej, żeby umowy nie było. Czy do produkcji butów potrzebna jest umowa ze społeczeństwem albo z klientami?
Obecni "tfurcy" pieniadza stwarzaja go z niczego jednoczesnie posiadajac na to monopol, prosze teraz zastanowic sie nad tym jak do tego doszlo, dziekuje.
Zastanowiłem się. Doszło do tego tak, że standard złota zastąpiono pieniądzem dekretowym, fiat money. Oczywiście można za to winić pieniądz kruszcowy, tak jak można winić Mieszka Pierwszego o rozbiory, garbatego o to, że ma proste dzieci itd.
Trzeba pamiętać, że o kruszcach i złocie mówimy w sensie metaforycznym. Może to być dowolny inny towar, ktoś np. proponował sklejkę, ktoś inny "koszyk" dóbr. Istotna jest zasada, żeby był to towar i to towar wybrany w wolnej grze rynkowej.

Jacek A. Rossakiewicz
local
Posty: 295
Rejestracja: wt lip 29, 2003 1:10 pm
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Jacek A. Rossakiewicz » czw mar 24, 2005 11:43 am

Obecni "tfurcy" pieniadza stwarzaja go z niczego jednoczesnie posiadajac na to monopol, prosze teraz zastanowic sie nad tym jak do tego doszlo, dziekuje.
No własnie, jak do tego doszło? Ano dzięki złotu właśnie.
Brak złota powodował brak pienaidza i potrzebę pożyczek. Lichwa rozwinęła sie dzięki brakowi złota. Zaświadczenia depozytowe, papier przerodziły sie w banknoty o parytecie złota. Tych tez było za mało, więc powstał kredyt. Dzisiaj rządzi kredyt, oprocentowany dług pełni funkcję pieniadza. To ostatnie dziecko złota.

A wszystko mogło od poczatku opierać się na pieniądzu fiducjarnym, ale zabrakło jednej wiary i jednego myslenia.
Dzisiaj eliminacja samowoli kredytowej to nie powrót do złota, ale stworzenie jasnych zasad emisji pieniądza, który jest monetyzacją wszystkich dóbr i świadczonych usług, więc go ani nie zabraknie ani nie będzie za dużo.

pozdrawiam

Awatar użytkownika
zbyszek
admin
Posty: 539
Rejestracja: ndz lut 02, 2003 1:24 am
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: zbyszek » czw mar 24, 2005 5:47 pm

Jacek A. Rossakiewicz pisze:
Obecni "tfurcy" pieniadza stwarzaja go z niczego
No własnie, jak do tego doszło? ... Dzisiaj rządzi kredyt, oprocentowany dług pełni funkcję pieniadza.
choc niewiele znam klasykę teorii pieniadza przyjmuję, że potrzeba i sens pieniądza pochodzi z potrzeby porównywania różnych zasobów, jakimi ludzie ludzie dysponują, bo są one ograniczone: albo wybudujemy most, albo szkołę, bo jednego i drugiego razem nie damy rady. dlatego trzeba przeliczać ludzki wysiłek, materiały, a nawet zaufanie, lub ryzyko, jedno na drugie. czy jest taka wartość, która mogłaby posłużyć jako podstawa tego przeliczania ? jak pokazuje to forum pytanie to prowadzi nieuchronnie do nietrywialnej kwestii, czy jest słuszne przeliczanie wszystkiego na wszystko. oczywiście wzdragamy się, jeśli ktoś zarobi w zupełnie innej części świata na spekulacjach dotyczących jakichś innych niewiele nas dotyczących wartości, a póżniej kupi za te pieniądze nasze domy to jasne, że się wściekniemy. nie kontynuuję tego pytania, bo ono już było rozważane.

położenie za odniesienie złota, lub jakiegoś surowca zdaje się chronić przed wszelką ideologią. na złoto nikt nie potrafi jednak przeliczyć ani czystego powietrza, ani choćby wartości życia zwykłej żaby - one wyginą.

jacek tenduje, wydawałoby się, do dokonania zasadniczego przełomu i położenie u podstaw właściwego systemu ludzkich wartości nie fizycznych materiałów, lecz samej "dobrej nadziei". w rzeczywistości jednak różnica do "zaufania" (kredytu) nie jest aż tak duża ! to drugie bardziej chroni przed manipulowanym entuzjazmem.

ja natomiast najchętniej spekuluję nt. pewnego rodzaju powrotu do gospodarki wymiennej. przeliczanie dóbr odbywałoby się poprzez jakieś algorytmy komputerowe uwzględniające zarówno globalne rozkłady sił i zasobów, jak i ludzką wolność do decydowania o własnym otoczeniu. jednak ja takiego algorytmu jeszcze nie napisałem.

Andrzej

Wartość dolara

Post autor: Andrzej » pn mar 28, 2005 12:10 am

Do Goscia: dziekuje za odpowiedz i zachecam Pana (i nie tylko) do przeczytania pracy pt. "Falszerze pieniedzy" - Leopold Soucy, dostepna jest tutaj : http://www.kki.com.pl/piojar/polemiki/n ... zerze.html
Dzisiaj rządzi kredyt, oprocentowany dług pełni funkcję pieniadza. To ostatnie dziecko złota.
Panie Jacku, to nie jest dziecko zlota to jest dziecko "homo rapax" !
jednak ja takiego algorytmu jeszcze nie napisałem.
Panie Zbyszku, taki algorytm isnieje juz od dawna, nazywa sie : "milosc blizniego", musimy sie poddac ewolucji poprzez samodoskonalenie czyli zycie wg nauki Jezusa. Wowczas staniemy sie "homo sapiens spiritualis" i bedziemy w stanie wspomniany algorythm wprowadzic zanim nastapi Apokalipsa.

Serdecznosci
Andrzej

Awatar użytkownika
zbyszek
admin
Posty: 539
Rejestracja: ndz lut 02, 2003 1:24 am
Lokalizacja: Warszawa

Re: Wartość dolara

Post autor: zbyszek » pn mar 28, 2005 2:58 am

Andrzej pisze:... algorytm isnieje ... nazywa sie : "milosc blizniego"
Panie Andrzeju, zakochał się Pan w pewnych hasłach, ale zobaczmy teraz co one mają wspólnego z rzeczywistością:

jest pan dyrektorem banku, tzn. zarządza pan społecznymi środkami. to wszystko jedno czy nazwiemy je pieniędzmi, czy jakoś inaczej. ważne, że trzeba poświęcić środki (ludzką siłę, czas) na budowę mostu, lub na budowę szkoły. i teraz bierzemy "miłość bliźniego" i co dalej ? zakochuje się pan w moście, czy w szkole ? załóżmy, że potrafi pan kochać wszystkich ludzi, którzy będą przechodzić mostem i wszyskie dzieci, które będą uczyć się w tej szkole. dość to aburdalne założenie, jeśli wyobrazi pan sobie inwestycje na obiekty, których użytkowników pan sobie nigdy nawet nie wyobrazi. np gmina miasta X w chinach prosi o kredyt, a swoich mieszkańców panu podać nie może.

załóżmy jednak, że się uda zastosować miłość do gminy, mostu, szkoły, lub ich użytkowników. i co dalej ? jaka miłość będzie większa ? do szkoły, czy do mostu ? "a, to co jest dla ludzkości ważniejsze rozstrzygną już moi pracownicy według racjonalych kryteriów" - powie pan zapewne. przesuwa pan rozważaną w tym wątku kwestię tylko w inne ukryte miejsce. zastanówmy się bowiem jak będą te "racjonalne kryteria" wyglądały. pana pracownicy policzą ile dni wysiłku trzeba na budowę mostu, a ile na szkołę i będą te przeliczniki nazywać nie "pieniędzmi", lecz "miłościami", bo posługiwanie się pieniędzmi zamiast miłością będzie za pana sprawą wywołwywało u nich poczucie wstydu.

załóżmy jednak dalej, że się uda ! na most będzie potrzeba 110 miłości, a na szkołę 120, w sejfie bankowym ma pan 100, więć bank pożyczy 10 miłości gdzie indziej i podejmie decyzje gospodarczą o przeznaczyniu środków na budowę mostu, zamiast szkoły.

zasadniczego problemu w dalszym ciągu pan nie pojął ! otóż różni ludzie mają różne emocje i dlatego różne potrzeby. na tym zasadza się sens ludzkiej wolności. cały problem polega na porównaniu tych potrzeb i decyzji, które są ważniejsze.

jeśli dyrektor banku namawiać będzie ludzi, żeby skierowali swoją miłość do własnego dziecka, które potrzebuje według nich szkoły na budowę mostu, zamiast szkoły i załóżmy, że odpowiednią ideologią uda się czegoś takiego dokonać i miłość rodziców do mostu będzie prawdziwa i szczera, to to się, panie Andrzeju nazywa stręczycielstwo !

- niczego pan w dalszym ciągu nie rozumie o ludziach, ich autonomii, potrzebie wolności w miłości, a sama miłość jest dla pana pustym hasłem, do powtarzania którego uwiodła pana jakaś ładnie brzmiąca ideologia. odniesienia tej ideologii do poruszanych w tym wątku problemów : jaką miarą przeliczać ludzkie potrzeby - złotem, czy zaufaniem - brak !

Awatar użytkownika
WF
local
Posty: 73
Rejestracja: śr paź 08, 2003 9:03 am
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: WF » czw kwie 07, 2005 8:55 pm

Istnienie odsetek nie jest spowodowane niedoborem pieniądza jakiegokolwiek rodzaju, tylko tzw. problemem ekonomicznym, czyli niedostatkiem dóbr. Dóbr jest zawsze za mało i pieniądza też. Żadna ilość pieniążków złotych, zielonych ani papierowych nie zmieni tego. "Lichwa" jest istotą natury, która nie chce nam się oddać za darmo, a nie pieniądza. Oczywiście nadmierna kontrola pieniądza przez wybrane ośrodki, centra, banki może sprzyjać spekulacjom. Ta kontorla jest tym większa i tym bardziej niebezbieczna, im bardziej pieniądz zależy od decyzji administracyjnych, a im mniej od zdecentralizowanej, wielopodmiotowej produkcji pieniądza, czyli od tego, kto ile wykopie złota, węgla, miedzi itd. Bezwzględna ilość pieniądza w obiegu nie ma znaczenia dla odsetek (wpływa tylko na ceny pieniężne). Odsetki zależą od oceny ryzyka. Dlatego większe były w średniowieczu (60-100%), gdy wyprawa handlowa przez morze była bardzo ryzykowna, niż w XIX wieku, gdy piratów było już mniej, a statki solidniejsze.
Sęk w tym, że nawet przy tych 60-100% kupcom opłacało się zaciągać kredyt. Czy na tym ktoś cierpiał?
WF
WF

Andrzej

Re: Wartość dolara

Post autor: Andrzej » sob kwie 23, 2005 3:31 am

zbyszek pisze: - niczego pan w dalszym ciągu nie rozumie o ludziach, ich autonomii, potrzebie wolności w miłości, a sama miłość jest dla pana pustym hasłem, do powtarzania którego uwiodła pana jakaś ładnie brzmiąca ideologia. odniesienia tej ideologii do poruszanych w tym wątku problemów : jaką miarą przeliczać ludzkie potrzeby - złotem, czy zaufaniem - brak !
Drogi Panie Zbyszku, a czegoz to Pan mnie nauczal, a ja nie w dalszym ciagu nie rozumiem ? Dziekuje.

Tematem dyskuski jest "wartosc dolara" czyli pieniadza, prosze zatem zadac sobie pytanie czym jest pieniadz i skad sie bierze.
Zeby ulatwic Panu zadanie proponuje nastepujace lektury:
"Falszerze Pieniedzy" - Leopold soucy
"Globalne Oszustwo I Drogi Wyjscia" - Louis Even
"Kredyt Spoleczny A Katolicyzm" - George Henri Levesque
"Lichwa" - Hilaire Belloc
"Pod Znakiem Obfitosci" - Louis Even
"Demokracja Finansowa" - Jacek Andrzej Rossakiewicz

Prosze rowniez odwiedzic te strony :
http://www.rossakiewicz.pl/str4.html oraz
http://www.michaeljournal.org/

Serdecznie zachecam, bedzie nam latwiej porozumiec w sprawie alorythmu ktorego Pan poszukuje.

Z pozdrowieniami
Andrzej
...darmo wzieliście, darmo dawajcie

Jezus Chrystus
Ewangelia św. Mateusza, 10:8

ps. Wyszczegolniona lektura do nabycia:
Wydawnictwo WERS
skr.poczt.59, 60-962 Poznan 22

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] i 0 gości