Po pierwsze właściwa monetyzacja

dyskusja teoretyczna tematów finansowo-gospodarczych,
aktualnie dział nieczynny

Moderator: VIOLETTA OKON

  -TMOVE_BUTT AMOVE_BUTT SMOVE_BUTT
Jacek A. Rossakiewicz
local
Posty: 295
Rejestracja: wt lip 29, 2003 1:10 pm
Lokalizacja: Warszawa

Po pierwsze właściwa monetyzacja

Post autor: Jacek A. Rossakiewicz » śr lut 01, 2006 11:10 pm

Po pierwsze właściwa monetyzacja

O zdrowe i przejrzyste finanse publiczne

Wiele mówi się o reformie finansów publicznych. Rzeczywiście jest to niezbędne, zważywszy fakt, iż główne idee publicznych finansów, takie jak budżet, jego deficyt i sposób pokrywania tego deficytu, powstały w XIX wieku. Wówczas to obowiązywał pieniądz kruszcowy a ilość banknotów była limitowana parytetem kruszców. Taka sytuacja sprawiła, że występował powszechnie niedobór pieniądza, który był rekompensowany możliwością zaciągania długu; oprocentowanego kredytu. Siłą rzeczy zastosowano tę prawidłowość także do finansów publicznych.
Dzisiaj, na początku XXI wieku, sytuacja monetarna i finansowa przedstawia się zupełnie inaczej. Od 1976 roku - kiedy to Międzynarodowy Fundusz Walutowy przeprowadził demonetyzację złota - pieniądz nie ma już parytetu złota ani kruszców. Patowa sytuacja monetarna - wywołana nierozwiązywalnym matematycznie problemem; jak za pomocą ograniczonych ilości jednego dobra (złota) wyrazić wartość wszystkich dóbr, których ilość wzrasta w szybkim tempie (wzrost produkcji ogólnej) bez zasadniczej zmiany wartości złotego pieniądza - została ostatecznie oddalona. Zamiast parytetu złota, można dla pieniądza ustanowić parytet dóbr, parytet gospodarczy; ilość produkowanych towarów i świadczonych usług. Taki parytet dla pieniądza jest parytetem matematycznie i ekonomicznie poprawnym i znacznie bardziej uzasadnionym. Taki parytet niesłychanie upraszcza teorię ekonomii, zmienia oblicze finansów publicznych i koncepcję budżetu.
Po pierwsze monetyzacja przyrostu dóbr jest ekonomicznie zasadna i może być prowadzona poprzez emisję pieniędzy. Wzrost ilości pieniędzy odzwierciedlający wzrost ilości dóbr nie musi powodować inflacji, za to pozwala efektywnie gospodarować. Wynika to z równania Davida Ricardo z 1810 roku; MV=PT, (gdzie M to ogólny zasób pieniądza, V - szybkość obrotu, P - poziom cen, T - ogół transakcji), które zazwyczaj interpretuje się w jeden sposób, a mianowicie; emisja pieniędzy prowadzi do inflacji; czyli deltaM=deltaP (gdzie delta - przyrost) przy założeniu iż T i V jest stałe. Jest to bardzo stara interpretacja tego równania i aż dziw bierze, że przez prawie 200 lat nikt nie zinterpretował tego równania prawidłowo; a mianowicie; nie w przypadku; kiedy T jest stałe, ale kiedy następuje wzrost gospodarczy (DT). W czasach pokoju zazwyczaj następuje wzrost gospodarczy; zwiesza się ilość towarów i usług, i wówczas zgodnie z równaniem Ricardo: deltaTP/V=deltaM. Tę prostą zależność wskazująca na ekonomiczną zasadność emisji pieniądza blokował przez 166 lat parytet złota, ale obecnie, od prawie 30 lat, nie ma parytetu złota, a pieniądz ukonstytuowano jako pieniądz fiducjarny. Nie ma zatem żadnego przeciwwskazania, aby zacząć stosować równanie Ricardo, jako równanie emisji. Trzeba odwrócić jego funkcję; ze wstrzymywania przed emisją, na zobowiązanie do emisji. Jest to mały, ale kopernikański (znaczący) przewrót w ekonomii, możliwy po demonetyzacji złota.
Obecnie monetyzacja przyrostu produkcji jest prowadzona, ale jest to robione niewłaściwymi metodami. Przyrost dóbr monetyzuje się za pomocą oprocentowania. Wysokość stóp procentowych nie zawsze jest dostosowana do wzrostu PKB, co jest jedną z głównych przyczyn inflacji. Co ważniejsze taki sposób kreacji pieniądza przesądza także sprawę jego własności.

Monetyzacja poprzez oprocentowanie sprawia, że przyrost masy finansowej odzwierciedlającej ogólny wzrost PKB (lub nawet przekraczający wzrost PKB) przyczynia się jedynie do wzrostu bogactwa u prywatnych właścicieli kapitału, akcjonariuszy banków lub właścicieli obligacji. Taki sposób monetyzacji wiąże się także ze wzrostem cen, gdyż oprocentowanie pieniędzy podnosi koszt inwestycji i jest wliczane w cenę towarów; MV+M'(1+r)V'=PT+(P+deltaP)deltaT. (gdzie M' - pieniądz prywatny zgromadzony w bankach, a V' obrót tym pieniądzem. W równaniu tym wykorzystałem równanie Irwinga Fishera z 1911 roku: MV+M'V'=PT). Co najważniejsze, taki sposób monetyzacji dóbr, omija budżet państwa. Przyrost produkcji nie jest odzwierciedlony poprzez emisję pieniędzy, które mogły zasilić budżet i w ten pośredni sposób dostarczyć środków na zakup wyprodukowanych towarów całemu społeczeństwu. Brak takiej emisji i brak zasilania budżetu pieniędzmi z niej pochodzącymi to podstawowa wada obecnego sytemu finansowego. Cecha ta sprawia, że budżet jest konstruowany bez wliczenia doń kwoty wynikającej z monetyzacji przyrostu dóbr i głównie na podstawie podatków. Budżet jest zamknięty na emisję i na rozwój. Praca społeczeństwa nie jest monetyzowana bezpośrednio, a potrzebny wzrost budżetu nazywany jest zaciąganiem wewnętrznego długu i deficytem budżetowym. Prawdziwy, matematycznie poprawny i ewentualny (sic!) deficyt może być obliczony dopiero po emisji-monetyzacji. Bez emisji-monetyzacji tzw. „deficyt budżetowy” to po prostu błąd metodologiczny finansistów i ekonomistów.
Dotychczasowa praktyka finansowa, omijająca emisję-monetyzację i dokonująca monetyzacji poprzez oprocentowanie pro-wadzi do powiększania się dysproporcji majątkowych pomiędzy ludźmi, do destrukcji więzi społecznej i do zubażania coraz szerszych kręgów społeczeństwa. Jest powodem zwiększania się napięć społecznych i przestępczości, choć oczywiście ludziom zamożnym żyje się coraz lepiej i są oni coraz bardziej zadowoleni. Odwoływanie się do ich opinii jest bezskuteczne i nie przynosi żadnych rezultatów. Ludzie ci, (kiedy są nastawieni egoistycznie), są oczywiście zainteresowani utrzymaniem takiej sytuacji. Natomiast ludzie odpowiedzialni za Naród mogą i po-winni taką sytuację zmienić, gdyż przynosi ona negatywne skutki dla 80% społeczeństwa, czyli dla znakomitej większości.
Na czym powinna zatem polegać reforma finansów publicznych? Przede wszystkim na monetyzowaniu przyrostu PKB po-przez emisję pieniędzy i zasilanie budżetu tą kwotą. Społeczeństwo zyska dodatkowe środki na zaspokojenie swoich potrzeb, a rząd na sprawne prowadzenie swojej działalności. Emisja pełnowartościowego pieniądza pozwala także równoważyć ilości pieniądza gotówkowego i kredytowego w społeczeństwie, co jest bardzo istotne dla wspólnoty, pomaga mu bowiem uniknąć niszczącego hiperzadłużenia. Uzasadniony wzrost budżetu może być także podstawą obniżenia podatków lub zwiększenia uzasadnionych świadczeń (na edukację, służbę zdrowia, naukę, kulturę, fundusz alimentacyjny, emerytury i renty). Dopiero po przeprowadzeniu takiej reformy, zasilającej budżet uzasadnioną emisją i uzdrawiającej sposób obliczania wysokości budżetu, możemy się zastanawiać nad wydatkami budżetowymi, ich strukturą i ich ograniczeniem, jeżeli są zbyt wielkie. Zasilanie budżetu w ten sposób może zlikwidować „potrzebę zaciągania długów”, która wynika z XIX-wiecznej koncepcji budżetu zamkniętego na emisję pełnowartościowego pieniądza. Cóż, wtedy nie było jeszcze pieniądza bezkruszcowego, średniowiecznym alchemikom nie udało się odkryć metody produkcji złota - oprocentowany dług panował zatem powszechnie. Jednak zasadność tej trudnej sytuacji skończyła się w 1976 roku. Dzisiaj mamy pieniądz opar-ty na umowie społecznej (fiducjarny). Umowa ta powinna być; po pierwsze jawna, po drugie poprawna matematycznie i ekonomicznie (parytet dóbr), po trzecie oparta na prawie, uczciwości i etyce, czyli służyć całej wspólnocie. Trzydzieści lat bezwładności ludzkiej świadomości wystarczy. Nadszedł czas na reformę finansów; na zdrowe i przejrzyste finanse publiczne w Polsce i w Europie.

Analyzer
local
Posty: 2
Rejestracja: pn lut 06, 2006 10:07 am

Post autor: Analyzer » pn lut 06, 2006 10:49 am

JAR pisze:Od 1976 roku - kiedy to Międzynarodowy Fundusz Walutowy przeprowadził demonetyzację złota - pieniądz nie ma już parytetu złota ani kruszców. Patowa sytuacja monetarna - wywołana nierozwiązywalnym matematycznie problemem; jak za pomocą ograniczonych ilości jednego dobra (złota) wyrazić wartość wszystkich dóbr, których ilość wzrasta w szybkim tempie (wzrost produkcji ogólnej)
Jak to nierozwiązywalnym? A dzielenia to nie wynaleźli? Jak mam tonę jabłek i 1 g złota (lub banknot z nominałem 1 g złota) to tona jabłek kosztuje powiedzmy 1g a gdy produkcja wzrośnie do 2t to tona kosztuje 0,5g. Nie słyszał Pan o deflacji? Poza tym ilość wszystkich dóbr (przynajmniej tych które posiadają cenę pieniężną ) wcale nie rośnie w szybkim tempie. Dóbr finalnych jest zwykle tylko kilka procent więcej niż w zeszłym roku (a czasem mniej :o )
JAR pisze:Zamiast parytetu złota, można dla pieniądza ustanowić parytet dóbr, parytet gospodarczy
W standardzie waluty złotej przecież też istniał taki "parytet" tyle, że zmieniał się w przeciągu lat. Ilość produktów się zmieniała wielkość bazy monetarnej również to i parytet się czasem zmieniał.
JAR pisze: Taki parytet niesłychanie upraszcza teorię ekonomii, zmienia oblicze finansów publicznych i koncepcję budżetu.
To niczego nie upraszcza. Tak czy siak trzeba ściągać podatki a ewentualny deficyt finansować z obligacji a jak jest za mało chętnych do wykupu to trzeba rządowi trochę pieniędzy dodrukować. Nasz NBP przecież tak robi. Monetyzuje jak wszyscy diabli. Proszę wejść na
http://www.nbp.pl
i w dziale statystyki obejrzeć sobie miary pieniądza w szczególności to co nazywają bazą monetarną, pieniądzem rezerwowym czy też M0 (czyli gotówka w cyrkulacji, kasach banków i wkłady gotówkowe banków w NBP) W grudniu 1996 M0 wynosiło 34 196,2
mln zł a w grudniu 2005 już 70 505,0 mln zł. Gotówki przybywa szybciej niż produktów stąd przy niezmienionym popycie na nią występuje zmniejszenie jej siły nabywczej czyli krótko mówiąc inflacja. Oczywiście w uproszczeniu bo tak naprawdę jest wiele różnych wskaźników wzrostu cen które skorelowane są raczej z szerszymi miarami pieniądza takimi jak M2 i M3. Ale generalnie wzrost M2 czy M3 podąża za wzrostem M0.
JAR pisze:W czasach pokoju zazwyczaj następuje wzrost gospodarczy; zwiesza się ilość towarów i usług, i wówczas zgodnie z równaniem Ricardo: deltaTP/V=deltaM. Tę prostą zależność wskazująca na ekonomiczną zasadność emisji pieniądza blokował przez 166 lat parytet złota, ale obecnie, od prawie 30 lat, nie ma parytetu złota, a pieniądz ukonstytuowano jako pieniądz fiducjarny. Nie ma zatem żadnego przeciwwskazania, aby zacząć stosować równanie Ricardo, jako równanie emisji.

Ta zależność nic nie mówi o zasadności czy niezasadności emisji pieniądza Ta tautologiczna zależność mówi nam tylko że pieniądz wydany = pieniądz otrzymany. W tym konkretnym Pana przypadku mamy: Jeśli w danym okresie rozliczeniowym zwiększyła się liczba T wyprodukowanych i sprzedanych produktów, nie zmienił się ich poziom cen P oraz nie zmienił się popyt na pieniądz wyrażany przez krotności V całej podaży pieniądza, użytej do transakcji (niech nikt na mnie nie krzyczy coś takiego jak szybkość obiegu nie istnieje) to oznacza to że musiała się zwiększyć podaż pieniądza M. TYLE!!!
Przykład na TP=MV
T= 1 szt. (jabłko sprzedane w naszym okresie)
P= 1 zł/szt. (za taką cenę sprzedano)
M=5 zł (tyle pieniądza jest w naszej nano gospodarce)
V=1/5 (użyto 1/5 M czyli 1 zł a reszta została w rezerwie)

Teraz wprowadzamy naszą deltę
T= 2 szt. (kupiono 2 jabłka)
P= 1 zł/szt. (każde jabłko kosztowało 1 zł co daje średnią 1 zł)
M=.................. 10 zł
V=1/5 (użyto 1/5 M czyli 2 zł)
W tym przypadku M=10zł Podaż pieniądza wzrosła dwukrotnie.

Ale wcale nie musiało tak być!!! Mogło być inaczej:
T= 2 szt. (kupiono 2 jabłka)
P= 1 zł/szt. (każde kosztowało 1 zł co daje średnią 1 zł)
M= 5 zł
V=........2/5. (użyto 2/5 M czyli 2 zł)
W tym przypadku spadł popyt na pieniądz - może ludzie przewidywali przyszły wzrost cen :wink:

A mogło by być też tak:
T= 2szt. (kupiono 2 jabłka)
P=....... 1/2 zł/szt. (każde kosztowało 1/2 zł co daje średnią 1/2 zł)
M= 5 zł
V= 1/5. (użyto 2/5 M czyli 2 zł)
Spadek cen. Ma pan coś przeciwko wzrostowi produkcji i spadkowi cen? Czy to cos złego?
JAR pisze:Monetyzacja poprzez oprocentowanie sprawia, że przyrost masy finansowej odzwierciedlającej ogólny wzrost PKB (lub nawet przekraczający wzrost PKB) przyczynia się jedynie do wzrostu bogactwa u prywatnych właścicieli kapitału, akcjonariuszy banków lub właścicieli obligacji
NA pewno? Czyli przez cały 19w ludność w UK żyła na tym samym poziomie? To czemu się tak mnożyli. Kto kupował te produkty z fabryk? Czy ten który bierze kredyt też nie ma zysku i to takiego że pozwoli mu spłacić kredyt z odsetkami?
Nie rozumiem również co złego jest w emisji bez monetyzacji. Samo zwiekszanie się M2 w stosunku do M0 oznacza tylko tyle że rozwija się akcja kredytowa. Kredyt jest czymś złym? Owszem w systemie z częściową rezerwą i BC M0/M2 jest kształtowane często w sposób sztuczny przy pomocy stóp interwencyjnych co jest np powodem krytyki ze strony austriackiej szkoły ekonomicznej (zresztą zwiększanie M0 też jest przedmiotem krytyki bo również zaburza akcję kredytową) ale kredyt jako taki jest transakcją jak każda inna.
JAR pisze: Brak takiej emisji i brak zasilania budżetu pieniędzmi z niej pochodzącymi to podstawowa wada obecnego sytemu finansowego. Cecha ta sprawia, że budżet jest konstruowany bez wliczenia doń kwoty wynikającej z monetyzacji przyrostu dóbr i głównie na podstawie podatków. Budżet jest zamknięty na emisję i na rozwój.
Hmm.... Jak wcześniej napisałem taka monetyzacja jest przeprowadzana. M0 rośnie. Ale czy mi się wydaje czy Pan zamierza wszystkie wydatki budżetowe przy pomocy „drukarni” finansować? Samo tylko pokrycie deficytu (czyli różnicy między wpływami podatkowymi a wydatkami) emisją pieniądza (zamiast sprzedaży obligacji) narobiło by niezłej inflacji.
JAR pisze:
Emisja pełnowartościowego pieniądza pozwala także równoważyć ilości pieniądza gotówkowego i kredytowego w społeczeństwie, co jest bardzo istotne dla wspólnoty, pomaga mu bowiem uniknąć niszczącego hiperzadłużenia.
Wspominałem o Austriakach; był taki facet co się von Mises nazywał i twierdził coś dokładnie odwrotnego tzn że emisja pieniądza M0 powoduje często sztuczne boomy kredytowe, bańki spekulacyjne na giełdzie, przesunięcia w strukturze produkcji a na koniec krach, recesję i bolesny proces powrotu gospodarki do normalnego stanu.
JAR pisze: Bez emisji-monetyzacji tzw. „deficyt budżetowy” to po prostu błąd metodologiczny finansistów i ekonomistów.
Polemizowałbym. Jak się więcej wydaje niż zarabia to jest to być może błąd ale na pewno nie metodologiczny

Jacek A. Rossakiewicz
local
Posty: 295
Rejestracja: wt lip 29, 2003 1:10 pm
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Jacek A. Rossakiewicz » pn lut 06, 2006 1:28 pm

1. Zapomiał Pan przeczytać moje zdanie do końca:
bez zasadniczej zmiany wartości złotego pieniądza - została ostatecznie oddalona.
2. To, że można przeliczyć ilość pieniądza na ilość dóbr. Nie oznacza że istnieje parytet. Parytet to zobowiązanie do utrzymywania ilości pieniądza w stosunku do ilości danego dobra lub zmiana parytetu ale w ustalonym stopniu i uzasadnionym przypadku. Parytet dóbr nie istniał i nie istnieje. Tzw. "koszyk dóbr" uzywany do ustalania cen tez nie pełnił fukcji parytetu.

3. Ilośc pieniądza się zmienia to oczywiste. Dzisiaj te zmiany wynikają z oprocentowania: M2, M3. Zmiany te moga byc nawet powodem inflacji kiedy stopy procentowe przewyższają swoim poziomem wzrost PKB - a tak sie dzieje. Wzrost wynikający z oprocentowania nie dotyczy budżetu i nie przekłada się na wzrost gospodarczy. Jest powodem powięszania się dysproporcji majątkowych. Rośnie ilość pieniędzy i rośnie ilość ludzi żyjących w biedzie.

4. Używa Pan przykladow z mikroekonomii do analizy twierdzenia makroekonomicznego.

Równanie deltaM=detlaTP/V lub inaczej deltaM=PKB/V , gdzie V=PKB/M1 to równanie makroekonomiczne i dotyczy PKB oraz ilości pieniędzy w gospodarce.

Szykość obrotu istnieje i jest zależna od stosunku ilości pieniądza w obrocie do ilości potrzeb ludności. Kiedy pieniadza jest za mało spada też wielkość PKB, bowiem V ma swoje fizyczne ograniczenia. W końcu brak pieniądza na rynku (jego skrajnie niedemokratyczne rozłożenie) prowadzi do stagnacji gospodarki, bezrobocia itp.

5. Kredyt nie jest transakcją. Obecnie przy obowiązkowej rezerwie częściowej (3,5%) jest formą kreacji długów (pieniądza dłużnego) które nie maja pokrycia w wyemitowanym pieniądzu; stąd hiperzadłużenie, podwyższanie podatków, aby spłacac długi państwa (zaciąganę w miejsce emisji) oraz bankructwa firm i obywateli. Wynika to z cechy systemu, w którym dominuje kredyt (dług) a brakuje pieniądza.

6. Co to jest monetyzacja?

Monetyzacja to wyrażanie wartości towarów i usług poprzez emisję pieniędzy. Pieniądz czerpie swoją rację istnienia z tego, że stoi za nim towar lub usługa, czyli możliwość zaspokojenia potrzeb. Emisja pieniędzy jako znaku wartości dóbr, jest zasadna w momencie wzrostu produkcji; kiedy towarów i świadczonych usług przybywa.

Przyrost ilości towarów może zostać zmonetyzowany. Jeżeli jest to przeprowadzone w odpowiedniej proporcji, nie spowoduje inflacji.

W literaturze ekonomicznej używa się także terminu monetaryzacja (np. Wojciech Morawski, Zarys powszechnej historii pieniądza i bankowości).

Monetyzacja gospodarki to wyrażenie poprzez pieniądz wartości majątku narodowego lub wartości produkcji krajowej (np. PKB). Stosunek ilości pieniędzy w danym kraju do wielkości jego produkcji (PKB) to wielkość monetyzacji gospodarki wyrażona procentowo. W Polsce tak liczona monetyzacja gospodarki jest średnio o połowę mniejsza od monetyzacji gospodarek krajów strefy euro, czy też gospodarki USA, a prawie trzykrotnie mniejsza od gospodarki Japonii.

Demonetyzacja (np. kruszców) to odejście od zasady wiązania wartości pieniądza z ilością dóbr lub pojedynczego dobra (np. złota lub srebra).

7. Jak dzisiaj pojmuje się monetyzację?
Jak się ją przeprowadza i dlaczego jest to niewłaściwe?



Dzisiaj większość ekonomistów traktuje monetyzację jako zło, czasami konieczne, ale takie, którego lepiej unikać. Monetyzację utożsamia się z emisją pustego pieniądza i z hiperinflacją; dokładnie w myśl ubogiej interpretacji twierdzenia Ricardo (kiedy V i T jest stałe, wówczas deltaM=deltaP). Takie podejście do monetyzacji sprawia, że utożsamia się ją z podatkiem inflacyjnym, którego lepiej unikać, tracą bowiem wówczas głównie właściciele zgromadzonego kapitału. Tymczasem sytuacja, w której monetyzacja równa się podatkowi inflacyjnemu jest przypadkiem skrajnym spośród wielu możliwych.

Monetyzację traktuje się czasami jako „monetyzację długu”; czyli deficytu budżetowego; rzekomego długu, który powstał w wyniku niegospodarności rządu lub narodu. W tym przypadku odwraca się prawdziwe ekonomiczne zależności. Deficyt budżetowy powstaje bowiem z powodu braku monetyzacji przyrostu dóbr (wzrostu PKB). Licząc budżet liczy się koszty pracy; koszty edukacji, służby zdrowia, administracji, ale w ogóle nie liczy się (nie monetyzuje) przyrostu produkcji, który jest rodzajem zysku; efektem pracy całego społeczeństwa. Brak takiej pozycji w budżecie, poprzestawanie na zbieraniu podatków, które uszczuplają zasoby finansowe ludności, to podstawowa wada obecnej koncepcji budżetu. Takie rachunki prowadzą nieuchronnie do deficytu. (Każda firma gdyby miała taką księgowość wykazywałaby jedynie straty). Właściwe liczenie budżetu należy zacząć od wpisania po stronie wpływów monetyzacji przyrostu produkcji, dopiero później kwotę z monetyzacji można uzupełnić podatkami od firm i od ludności.

Ortodoksyjne trzymanie się przez bank centralny negatywnej wykładni emisji-monetyzacji prowadzi do braku jakiejkolwiek emisji. Dochód banku centralnego odprowadzany do budżetu z tytułu prawa do emisji pieniędzy, (co nazywane jest senioratem), zostaje wówczas ograniczony do wpływów z oprocentowania rezerw dewizowych oraz z oprocentowania kredytów dla banków komercyjnych. Są to niewielkie pieniądze nie będące faktyczną monetyzacją.

Brak emisji-monetyzacji zastępowany jest zaciąganiem długu w bankach prywatnych. Długi te zaciągane są w dużym stopniu na pokrycie tzw. deficytu budżetowego. Tak oto (najprawdopodobniej rzekomy) dług wewnętrzny wynikający z braku monetyzacji, staje się powodem zaciągania nowych i już prawdziwych długów zewnętrznych. Te długi a raczej same odsetki od nich, spłacają wszyscy podatnicy. Brak monetyzacji staje się przyczyną rzeczywistego zadłużenia państwa, a monetyzacja prawdziwym nań lekarstwem.

Brak monetyzacji przyrostu PKB, obok innych ważnych czynników, sprawia, że wydatki ludności są coraz częściej pokrywane z zaciąganego kredytu. Prywatne banki komercyjne wypełniają pustkę monetyzacyjną, emitując długi zamiast pełnowartościowych pieniędzy, których nie trzeba zwracać. Rezygnacja z rzetelnego senioratu przez bank centralny czyni miejsce dla lichwy i powoduje coraz większe zadłużenie społeczeństwa. Na każdą wyemitowaną złotówkę przypada kilka złotych oprocentowanego długu. W ten sposób pieniądz dłużny wypiera pieniądz pełnowartościowy; pompuje go z rynku do banku. Zamiast hipotetycznej hiperinflacji pojawia się rzeczywiste hiperzadłużenie.

Analyzer
local
Posty: 2
Rejestracja: pn lut 06, 2006 10:07 am

Post autor: Analyzer » sob lut 11, 2006 3:08 pm


Awatar użytkownika
juhas
local
Posty: 14
Rejestracja: ndz mar 23, 2003 12:56 am

Post autor: juhas » ndz lut 12, 2006 1:56 am

a dlaczego nie tutaj?

Cenie sobie posty/artykuly Pana Rossakiwicza i chcialbym moc przeczytac je w jednym miejscu.

Pozdrawiam
andrzej

Jacek A. Rossakiewicz
local
Posty: 295
Rejestracja: wt lip 29, 2003 1:10 pm
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Jacek A. Rossakiewicz » pn lut 27, 2006 12:18 pm

Stało się tak, że na skutek włamań, cenzury, zamykania stron, publikuję teksty na dwóch lub trzech forach, i dodatkowo archiwizuję je, ale nie ma sensu przenosić dyskusji z jednego forum na drugie (to jest męczące). Zatem zapraszam na podane strony.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] i 0 gości